Wojciech Giełżyński: Czar staroci, urok nowości

gielzynski1.jpgSześćdziesiąt lat temu dobrze się zapowiadałem i to mi pozostało do dziś. Wtedy, a nawet parę lat wcześniej, zawalił się dom przy Wilczej 29a, bliziutko mojego. W te pędy pobiegłem na Śniadeckich, do „Kuriera Codziennego”, którym kierował pan Józef Wasowski, znajomy mej rodziny. Moją informację zaraz przekazał do druku! Jako małolat spełniłem podstawowy obowiązek reportera: być we właściwym miejscu o właściwym czasie. A zacząłem od relacjonowania… życia Warszawy.

Ale co to było za życie! Nowy Świat – wąwóz wśród ruin. Krucza – wąwóz. Starówka – rumowisko. Z Jerozolimskich ocalało parę solidnych gmachów, no i hotel Polonia, gdzie zagnieździły się panny lekkich obyczajów, zwane „polonistkami”; ładniejsze od „gruzinek” z gruzów Chmielnej. „Na Pragie, na Pragie” jeździło się konnymi landarami przez pontoniaka obok zburzonego Poniatoszczaka. Tam, na Targowej, ciocia Pijanowska miała garkuchnię, bodaj najlepszą w Warszawie, póki na rogu Marszałkowskiej i Wilczej nie otworzyła podwoi Dziedzilia – tak elegancka, że strach było wejść. Nieco dalej, koło Hożej czy Wspólnej, znajdowała się na pięterku knajpa Huragan, której atrakcją był Murzyn przy wejściu! O sławnej Kamerze czy choćby o Paradisie nikomu się jeszcze nie śniło.

To, że Kameralną – w której się cudownie tańczyło, piło i kochało (Marek Nowakowski pamięta) przerobiono na lodowato-zimny bank – było gwałtem na warszawskiej tradycji, legendzie, klimacie, stylu życia. Ale żalu, że Warszawa staje się mini-Manhattanem, nie podzielam. Wieżowce nawet lubię, bo – jak wszyscy młodzi 60 lat temu – wspinałem się na sam szczyt Prudentialu przy placu Napoleona, choć był połowicznie wypalony. Niech jeszcze ze 100 drapaczy chmur przybędzie! Dla młodych one są normalką. Natomiast zgadzam się – niechby szlag trafił, zwłaszcza w Śródmieściu, te strzeżone osiedla apartamentowców, rezerwaty snobizmu i blizny na urbanistycznej substancji. Ale dzieło zniszczenia zacząłbym od zburzenia obrzydliwości, jaką jest gmach Sądu Najwyższego – tuż obok barokowego cacuszka, czyli pałacu Krasińskich.

Autor jest dziennikarzem i reportażystą

2 Odpowiedzi dla wiadomosci “Wojciech Giełżyński: Czar staroci, urok nowości”

  1. JORGE Pisze:

    Mini-Manhattan? Mikromanhattan raczej. Ale jedyny w Polsce. I ja jestem z tego dumny wlaśnie. A jeśli coś burzyć to stadion Legii

  2. amrik Pisze:

    50 lat temu Tyrmand w swoim Dzienniku tak pisal o Giełżyńskim: “Giełż nie łż” :)

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające sformułowania agresywnie obraźliwe (nawet wobec polityków) nie mają szans na publikację.