R. Jabłoński: Patriotyczna poprawność może zubożyć niejeden portfel

rjablonski2.jpgCo łączy znaczek pocztowy z bananem? Nie wiecie? To ja wam powiem – na obu można się paskudnie poślizgnąć. I przy okazji zostać międzynarodowym pośmiewiskiem. Dziś będzie więc o braku szczęścia Polski do rzeczonej filatelistyki oraz mojego do interesów. Pod koniec jedno połączy się z drugim.

A więc – kupiliśmy za granicą zbiór znaczków oraz listów z Powstania Warszawskiego. Towarzyszył temu taki medialny szum, jakbyśmy to powstanie wygrali. Niestety, znów się nie udało.

Zdaniem niesłusznych patriotycznie ekspertów, podobne kolekcje znajdują się w prywatnych rękach na miejscu, czyli w Warszawie. Tylko trzeba ich poszukać. Ale – jak wiadomo – prawdziwych ekspertów nikt nie pyta, bo od wyrażania opinii są klakierzy. No i zapłaciliśmy sumę, za którą można nabyć 20 samochodów osobowych. Klakierzy są w orgazmie. Tymczasem złośliwi twierdzili, że rzecz została mocno przeszacowana, nawet jak na zachodnie realia. Bo warta była tylko siedem do dziesięciu aut. I to nie mercedesów, lecz małych volkswagenów.

Eksperci z kolei mówili, że to samo nabylibyśmy w Polsce za dwa, trzy samochody. Należało tylko zbadać rynek i dać ogłoszenia. Słowem – robić robotę, a nie tumult. Ale wtedy żadna telewizja nie pokazywałaby paru buziek.
Najfajniej wydawać cudze pieniądze. I to duże. Przy wydawaniu małych, nawet lokalna gazeta tym się nie zainteresuje. Nauczycie się tego na całe życie.

Tak więc, zdaniem prześmiewców, nie mamy szczęścia do filatelistyki. Zresztą przed laty w podobny sposób staliśmy się pośmiewiskiem Europy. Jeden facet przekazał wtedy Polsce kolekcję obrazów. Tym razem profesorowie byli w orgazmie. Tak go przeżywali, że nie zauważyli, iż za taką forsę, jaką wydał donator, można było kupić nie oryginały znanych mistrzów, a tylko repliki i to roboty ich uczniów. Ta mistyfikacja nie przeszkodziła wydaniu serii znaczków z podpisami, że to właśnie oryginały. Paru zachodnich ekspertów miało potem problemy gastryczne. Ze śmiechu.
Do filatelistyki nie mamy więc szczęścia. I lepiej, by urzędnicy się za nią nie zabierali, bo kiedy jej dotkną, to strach mówić. Zresztą chyba już więcej się nie zabiorą, gdyż zamiast nalepianych znaczków są teraz automaty do kasowania. A kolejnego powstania, dzięki Bogu, prędko nie będzie.

Tak na marginesie, cena walorów filatelistycznych spadła w ciągu ostatniego ćwierćwiecza 10 do 20 razy. I tu zrobiłem wspaniały interes, gdyż nie posiadałem znaczków. Więc nie miałem na czym stracić.
Niestety, przed laty poślizgnąłem się na dolarze oraz na funduszach inwestycyjnych. Jak na razie – leżę i boli mnie tyłek. Ale mam na oku świetny interes. Zamierzam znaleźć na jarmarku staroci hełm Małego Powstańca – tego, który jako pomnik stoi na Podwalu. Co z tego, że hełm świeżo malowany? Wystawię na aukcję, a ponieważ polskie muzealnictwo nie może istnieć bez tej narodowej pamiątki, to na pewno zostanie kupiony.

Podać wam numer konta?

Jedna Odpowiedź dla wiadomosci “R. Jabłoński: Patriotyczna poprawność może zubożyć niejeden portfel”

  1. emigrant Pisze:

    co cie facet tak boli?, posliznales sie na bananie czy co.

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające sformułowania agresywnie obraźliwe (nawet wobec polityków) nie mają szans na publikację.