B. Kwiatek: Wszystko dla naszego bezpieczeństwa?
Jesteśmy podsłuchiwani. Pracodawcy (ostatnio deklaruje to nawet rzecznik praw obywatelskich) czytają naszą pocztę elektroniczną. W biurowcach identyfikują nas karty chipowe i magnetyczne. Każdą przerwę na „dymka” przed budynkiem firmy rejestrują kamery. Nie opuszczają nas nawet po wyjściu w pracy. Poruszając się po mieście, też jesteśmy obserwowani. Na ulicy, w banku, w restauracji, a nawet w hotelu. Na wakacjach – w kraju i za granicą. Jesteśmy śledzeni.
Czasami czuję się jak bohater reality show. Czasami, bo nie chcę myśleć o tym, kto i w jakim celu mnie inwigiluje. Chociaż cel wydaje się być jasny – to wszystko dla bezpieczeństwa i to nie tylko mojego. Wszystkich? A może tylko tych, którzy mają w tym jakiś interes? I kim są Ci, którzy nas kontrolują? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, chyba nawet nie chcę. Nie chcę też wiedzieć, kiedy i gdzie pozornie jestem sam. Sądzę, że taka wiedza jest niepotrzebna i może tylko zaszkodzić.
Niedawno spotkałem się z człowiekiem, który przed rozpoczęciem rozmowy poprosił mnie o wyłączenie telefonu komórkowego i umieszczenie go w lodówce. Tak samo postąpił ze swoim. Byłem zdumiony. – To dla naszego bezpieczeństwa – wyjaśnił. – W tej sytuacji wolę czuć się niebezpiecznie – odparłem.