Izabela Kraj: Pięć za promocję, dwója za realizację
Od kilku tygodni z prasy, radia i telewizji mieszkańcy mieli okazję usłyszeć o podwyżce cen biletów w warszawskiej komunikacji. Bombardowani byli ulotkami w autobusach i tramwajach jeszcze w sobotę i niedzielę. Na brak informacji narzekać więc nie mogli. Za kampanię reklamową zatem Zarządowi Transportu Miejskiego należy się piątka. Ale jak zwykle coś przy tym musiało być na dwóję. I oczywiście było – cała reszta.
W sobotę i niedzielę kupienie biletu przyprawiało o irytację. W kioskach – tylko jednorazowe po starych cenach. Nowych jeszcze nie ma. Starych dobowych, trzydniowych, tygodniowych – już brak. U kierowców w autobusach i tramwajach – pojedyncze sztuki. Na stacjach metra – żadnych (automaty nie działają).
Czy naprawdę tak trudno zaplanować coś, co odbywa się raz na sześć lat?! Czyżby urzędnikom skupionym na kampanii informacyjnej zabrakło energii, by pomyśleć, że bilety kupuje się także przed podwyżką?
O braku wyobraźni może świadczyć też fakt, że ZTM zaproponował kioskarzom niższą niż dotąd marżę za sprzedaż biletów. A jeśli przestaną je sprzedawać, ciekawe, co wzrośnie szybciej: wpływy z podwyżki czy statystyki nieściągniętych kar za jazdę na gapę.