Maciej Białek: Życie nie jest sprawiedliwe
Nasza promocja zaczęła się w Warszawie na stadionie Legii – powiedział wczoraj w Bad Waltersdorf dyrektor marketingowy DFL (Niemieckiej Ligi Piłkarskiej) Joerg Daubitzer. Miał na myśli mecz Legii z Borussią Dortmund w 2007 roku. Przedstawiciel odpowiednika polskiej Ekstraklasy SA (bardzo bogatego odpowiednika) prezentował podczas spotkania z polskimi dziennikarzami, kilkaset metrów od siedziby reprezentacji Beenhakkera, zalety ligi za naszą zachodnią granicą.
Słuchałem z zazdrością i lekkim uśmiechem.
– Jesteśmy najlepiej zorganizowaną ligą w Europie. Transmisje z meczów naszych drużyn odbierają telewidzowie w 172 krajach świata. Mamy najwyższą średnią widzów w ligowej kolejce - około 40 tys. – zachwalał Daubitzer, ale nawiązywał do bogatszych lig w Anglii, Hiszpanii i we Włoszech.
– Dla niemieckich klubów szczytem możliwości jest sprowadzenie za 12 mln euro Luki Toniego. Gdzie nam do Realu, który za Cristiano Ronaldo proponuje 100 mln euro Manchesterowi i kolejne 100 mln euro samemu zawodnikowi? Cóż, życie nie jest sprawiedliwe – roześmiał się dyrektor DFL, a ja uśmiechnąłem się jeszcze bardziej.
W naszej lidze już 500 tys. euro jest sumą wywołującą drżenie rąk.
– Jednym z naszych problemów jest długa, bo aż sześciotygodniowa, przerwa zimowa – stwierdził Daubitzer.
Po chwili dowiedział się, że w Polsce przerwa między rundą jesienną a wiosenną trwa prawie cztery miesiące. Złapał się za głowę. - To jakaś katastrofa – wycedził.
Po zakończeniu konferencji powiedziałem panu Daubitzerowi, że kibice i dziennikarze w Polsce wciąż nie wiedzą jeszcze, które drużyny w następnym sezonie zagrają w ekstraklasie, a które w nowym tworze zwanym I ligą.
– Jak to nie wiecie? A kiedy startuje sezon? – zapytał.
Gdy odpowiedziałem, że za niewiele ponad miesiąc, spojrzał na mnie jak na wariata. Patrząc na „problemy” Bundesligi i naszej ligi, w jednym mogę się z nim zgodzić. Życie nie jest sprawiedliwe.