Maciej Białek: Karawana i szakale
To tajemnica mundialu, mundialu to tajemnica – śpiewał przed finałami MŚ 1982 Bohdan Łazuka. Dwa ostatnie mundiale też były tajemnicze. Skoszarowani w koreańskim Daejeon podopieczni Jerzego Engela toczyli spory o reklamy, a schowani jeszcze bardziej w 2006 r. w Barsinghausen piłkarze Pawła Janasa poznawali kiepskie wyniki badań wydolnościowych. Euro też ma swoje tajemnice.
W ubiegły czwartek dziennikarze otrzymali informację o rezygnacji z kontuzjowanego Jakuba Błaszczykowskiego. Następnego dnia doszła nas wieść o kontuzji Tomasza Kuszczaka. Wkrótce zaczęły wybuchać bomby. Błaszczykowski twierdził, że kontuzja wcale mu się nie odnowiła, a Kuszczak, że został „zajechany“ przez trenera bramkarzy. Aż się boję pomyśleć, co powie Maciek Żurawski… A to nie koniec, bo Polsat szykuje telekonferencję z Błaszczykowskim. Ma być ciekawie.
Tak, wiem. Przed arcyważnym meczem z Austrią nietaktem jest pisanie o grzeszkach kadry. Ale jak tu udawać, że statek płynie bez szwanku, skoro pęka w nim poszycie i ściany, a woda powoli wdziera się do środka? Obym się mylił.
Kiedyś, w czasach piłkarskiej prosperity, Boniek i Lato nazwali dziennikarzy szakalami. Na szczęście, zgodnie z ich terminologią, szakale ujadały, a karawana jechała dalej. Gorzej, że teraz – choć drapieżniki jeszcze nie naostrzyły kłów – karawana wygląda niemrawo…