Maciej Białek: Bill Shankly znacznie rozminął się z prawdą
W tym miejscu miałem zamiar napisać optymistyczny komentarz. Miał być odskocznią od napięcia towarzyszącego meczowi z Austrią i zupełnie z jego wynikiem się nie wiązać. Nigdy się nie ukaże, bo gdy stawiałem kropkę, dowiedziałem się o samobójczej śmierci Adama Ledwonia. Byłego piłkarza reprezentacji Polski spotkałem zaledwie trzy dni wcześniej w biurze prasowym w Klagenfurcie.
Ukłoniliśmy się, a później z kolegami wymieniliśmy między sobą podobne uwagi. Że Adam dobrze wygląda. Że nic się nie zmienił od dziesięciu lat. Że może tylko jedynie trochę zmizerniał na twarzy.. Nagle w środowy wieczór szok. Kolejny podczas trwania mistrzostw Europy. Tydzień temu dowiedzieliśmy się o odejściu Agaty Mróz. I choć śmierć śmierci nierówna, bo ona walczyła do końca, on sam się poddał, to oczywiście nie sposób zmierzyć tych tragedii jakąkolwiek miarą.
Legendarny trener Liverpoolu Bill Shankly powiedział kiedyś, że „Futbol nie jest sprawą życia i śmierci. To coś znacznie ważniejszego“. Bardzo lubię ten cytat, bo robi wrażenie. Duże wrażenie. Jest patetyczny, mocny, chwytliwy. Taki amerykański. Coś w stylu: „A jeśli Boga nie ma, to co z ciebie za szatan?“ Franza Maurera z filmu „Psy 2“. I nagle otrzeźwienie, wyrwanie się z piłkarskiego amoku, w którym tkwię od kilkunastu dni. Chwila zadumy i refleksji. Dostrzeżenie oczywistej prawdy – futbol to nie jest sprawa życia i śmierci. Kropka.
O tym, jak bardzo słowa Shankly’ego są nieprawdziwe i puste, przekonujemy się – o ironio – w czasie najważniejszej piłkarskiej imprezy świata ostatnich dwóch lat. Aha, jeszcze jedno. Wczorajszy mecz z Austrią nie był o życie. Poprzedni z Niemcami i kolejny z Chorwacją również…