Marcin Harasimowicz: Hamulec ręczny trenera to tylko część prawdy
Moi znajomi z Los Angeles, czyli z miasta, gdzie rozrywkę ceni się bardziej niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie, mieli dosyć. Pięć minut po zakończeniu meczu Polska – Chorwacja powiedzieli ulgą: „dobrze, że twoja drużyna już odpadła, jej gry nie dało się oglądać“…
Fakt, Polacy grali koszmarnie. Swego czasu Holendrzy napisali o Leo Beenhakkerze, że prowadzona przez niego reprezentacja prezentuje „futbol totalny z zaciągniętym hamulcem ręcznym“. Nie mogli mu wybaczyć, że drużyna, która w 1988 roku (prowadzona przez Rinusa Michelsa) oczarowała świat, sięgając w porywającym stylu po mistrzostwo Europy, dwa lata później z Beenhakkerem w roli trenera nie wygrała na mundialu żadnego meczu. Don Leo potrafił zabić kreatywność tercetu Rijkaard – Gullit – van Basten. Nasza obecna reprezentacja, zachowując wszelkie proporcje, też prezentowała futbol zachowawczy, oparty na wymianie absurdalnie dużej liczby podań bez konkretnego celu i utrzymywaniu się przy piłce dla… samego jej posiadania.
Nie można jednak wszystkiego zwalać na Leo, który wcześniej przez dwa lata wykonał kawał dobrej roboty. W głównej mierze zawiedli piłkarze. Nazwiska się zmieniają, a nawyki zostają te same. Polacy jadą na dużą imprezę nieprzygotowani mentalnie. Boją się wziąć odpowiedzialność, nie wiedzą, jak wypracować najwyższą formę na z góry zaplanowane, wiadome od dawna cztery tygodnie.
Kiedyś motywacją dla zawodników była ucieczka z pogrążonej w szarości socrealizmu smutnej rzeczywistości. Teraz piłkarze wrócą do swoich miasteczek i znów będą cieszyć się ze statusu królów własnego podwórka. Na więcej ich nie stać.
Najbardziej denerwujące jest szukanie wszędzie spisków i tanich wymówek. A przecież gdyby nie Howard Webb (uznał nam gola zdobytego ze spalonego), biało-czerwoni nie zdobyliby na Euro 2008 bramki… Anglikowi możemy wyłącznie grzecznie podziękować. Niestety, dopóki w naszej piłce, tak jak i całym kraju, nie zmieni się sposób myślenia, nadal w cenie będą kumoterstwo i minimalizm, kolejne wielkie turnieje z udziałem piłkarzy przyniosą nam podobne rozczarowania. No, chyba że urodzi się nowy Boniek. Sam Boruc to za mało.