Stefan Paruch: Zamieszkując abstrakcyjny obraz
Miasto z perspektywy mapy wygląda zupełnie inaczej niż z każdej innej. Wbrew pozorom nie jest to prawie to samo, co widok z lotu ptaka. Kolor mapy to nie prawdziwy kolor pejzażu. Mapa nie uwzględnia zmian w pogodzie. Nie oddaje specyfiki pór roku.
Nie można kupić map zimowych Paryża, jesiennej mapy Berlina czy letniej Zakopanego. Patrząc na miasto z góry, wiemy, że zbliżając się do oglądanych obiektów, będziemy widzieć więcej detali, natomiast powiększony szczegół mapy nie zmieni się specjalnie. Rzadko zdarza się, żeby jakiś obiekt zachowywał na mapie idealny kształt, dokładnie taki, jaki posiada w rzeczywistości. Nie mówiąc już o zachowaniu proporcji. Zdarza się to tylko w przypadkach wyjątkowych. Z reguły dowodem na to, z czym mamy do czynienia, jest podpis. Nie sprawia on jednak, że rzeczy stają się bardziej konkretne. Wbrew pozorom przepisanie nazw ulic, skwerów czy parków na kartograficzne plany wzmacnia tylko ich absurdalność. Mapa jest też źródłem marzeń, różnego rodzaju oczekiwań. Na planach większości polskich miast narysowane są hipotetyczne autostrady, obwodnice i trasy szybkiego ruchu. Kartografowie uczciwie zaznaczają te obiekty liniami przerywanymi, ale nie zmienia to faktu, że na mapie one już są i mają swoje nazwy. W zasadzie więc miasta, które znamy z mapy, nie istnieją naprawdę. Przyglądając się Warszawie z tej perspektywy, dochodzę do tych samych wniosków. Wychodzi na to, że mieszkam w geometrycznym, abstrakcyjnym obrazie, który tak naprawdę nic nie znaczy.
autor jest malarzem i rysownikiem, jego ostatnia wystawa to „Legenda” w Galerii Promocyjnej