Co dalej z Krakowskim

Odnowiony Trakt Królewski jest pięknym miejscem, ale martwym. Brakuje atrakcji przyciągających tłumy. Rozpoczynamy debatę: jak zagospodarować salon Warszawy?

Odnowiony Trakt Królewski jest pięknym miejscem, ale martwym. Brakuje atrakcji przyciągających tłumy. Rozpoczynamy debatę: jak zagospodarować salon Warszawy?
21 lipca 2008 at 9:19
Przydałby się tam jakiś parking w pobliżu żeby z odległych miejsc Warszawy spokojnie dojechać
21 lipca 2008 at 9:53
Pomysł jest jeden - pod Krakowskim trzeba zbudować parking podziemny. Obecnie dostanie się na Krakowskie, nawet w weekend graniczy z cudem. Klientela, na której najbardziej zależy kupcom i restauratorom, czyli ludzie zamożni, porusza się wyłącznie samochodami i nie ma szans by przekonać ich do skorzystania z autobusów lub tramwajów. Żyjemy w społeczeństwie, które lubi samochody, często z nich korzysta i nie zmienimy tego. Nie zmienimy tego. Anglicy w takich sytuacjach mówią „If you cannot beet them, join hem”. Zresztą nie oszukujmy się ale większość z autobusów i tramwajów, szczególnie latem, raczej nie zachęca do korzystania. Dodatkowo wokół centrum Warszawy mamy kilkanaście mall’i, które oferują parking i bezpieczeństwo.
Krakowskie jest teraz miejscem wyłącznie adresowanym do studentów, którzy z całkiem oczywistych powodów finansowych zainteresowani są tanim jedzeniem, no i piwem. Jednak na studentach nie zbuduje się ani prestiżu ulicy ani nie zarobi (dochód kupców/restauratorów oraz dochody miasta z VAT i w pewnych wypadkach CIT i PIT). Obecnie Krakowskie to tandetne i kiepskie restauracje lub piwiarnie, które nie są jakąkolwiek propozycją dla zamożnej klienteli. Nie można do nich podjechać a gdy dostaniemy się do środka, to poziom (Nb kompletnie nie przystający do cen) pozostawia bardzo dużo do życzenia. Podobna sytuacja jest z restauracjami i sklepami na Nowym Świecie. Bardzo dużo outletów (co dla władz miasta powinno być zmartwieniem, bo outlet do domena centrów na przedmieściach a nie głównych ulic), szmatexy (dramat, przecież to jest trzeci świat), a na koniec masowe „grille”, tragiczne pseudo-tratorie oferujące rozgotowane kluchy zwane dumnie „pastą” i mnóstwo pustostanów. O Chmielnej szkoda pisać, bo slums to zbyt łagodne określenie. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jedno – wszechobecni kloszardzi i żebracy. Trudno się jednak temu dziwić skoro na Trakcie są co najmniej trzy sklepy z tanim alkoholem (Lux tzw. „Pod Jezusem”, Delikatesy na rogu Wareckiej, sklep na odcinku pomiędzy Foksal i Smolną), a co gorsze, wbrew protestom mieszkańców i przy całkowitym milczeniu władz, całodobowo prowadzą sprzedaż połączoną z wyszynkiem w okolicznych bramach a nawet na chodniku. A sprawa koszmarnych pawilonów na tyłach Nowego Świat, w których nielegalnie powstały „kluby” (brak przekwalifikowania pawilonów z handlu i usług na gastronomię), alkohol jest pity dosłownie wszędzie, okoliczne bramy są ustępami a władze miasta zadadzą sobie najmniejszego trudu by zająć się zakłócaniem porządku po 22-giej. Do tego dochodzi szokująca wręcz obstrukcja ze strony policji z ul. Ludnej, dokładnie taka sama jak miała miejsce w czasach funkcjonowania słynnego „Labiryntu” na Smolnej. Zastanawia mnie jednak, że nikt nie zrobi rachunku zysków i strat i nie policzy kosztów interwencji policyjnych (przynajmniej samych dojazdów, bo do interwencji w pawilonach nigdy nie dochodzi), zniszczonych szyb, latarni i sprzątania po całonocnych imprezach. Do tego dochodzi deprecjacja miejsca i spirala zaczyna się kręcić. W tej sytuacji nie jest jednak czymś dziwnym, że normalni ludzie trzymają się od tych klimatów jak najdalej i najzwyczajniej w świecie boją się o swoje portfele i telefony komórkowe.
Zastanawia mnie dlaczego nikt nie zada sobie trudu i nie przyjrzy się zmianom, jakie zachodzą na Placu Trzech Krzyży, Żurawiej, Mokotowskiej i krótszym odcinku Nowego Światu (od Placu do Ronda)? Z każdym rokiem przybywa coraz więcej, naprawdę ekskluzywnych sklepów. Również knajpy w tamtej okolicy w większości są z górnej pułki. Najciekawsze, że dzieje się tak pomimo braku jakichkolwiek inwestycji miasta, dziurawych chodników, tragicznych ulic (remonty Mokotowskiej i Żurawiej to stosunkowo nowa sprawa) i często sypiących się fasad domów. Jak na dłoni widać, że cała okolica Placu zawdzięcza swoje ożywienie możliwości dojechania i zaparkowania. Tylko dlaczego nikt spośród architektów i urbanistów tego nie obserwuje? Pogarda? Niechęć do „nowego”? Zamknięcie w archaicznym świecie post-peerelu?
Mam wrażenie, że zarówno Nowy Świat, jak i Krakowskie Przedmieście padło ofiarą pokolenia architektów, którzy chcieliby naturalne potrzeby i obyczaje ludzi dostosować do miasta a nie miasto do ludzi (widać to nawet w błahej sprawie chodnika do stacji metra Słodowiec). Wychodzi absolutny brak obserwacji zmian w obyczajowości Polaków, które zaszły w ostatnich dwudziestu latach. Do tego typowe dla znacznej części architektów-naukowców życie w wierzy z kości słoniowej i brak praktyki na zachodzie Europy. Zresztą nie trudno przekonać się, że architektów w spadku po PRL dostaliśmy naprawdę kiepskich i co tu dużo mówić, ale również prowincjonalnych. Czego jednak można wymagać od autorów Ursynowów, Targówków, tudzież budowli w „krajach demokracji ludowej i państwach niezaangażowanych”? Ci ludzie nie rozumieją nowoczesnego, zachodniego miasta, bo nigdy w nim nie żyli i nie pracowali (Algieru, Bagdadu czy Hanoi nie zaliczam z oczywistych powodów ) a co najśmieszniejsze, w dalszym ciągu z poczuciem godnym lepszej godnej sprawy bronią swoich potworków.
21 lipca 2008 at 10:30
Koloryt i atmosferę tworzą ludzie. Ściślej - “tłum” w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Tymczasem miejscy planiści chcieliby mieć na Krakowskim “salon Warszawy”. Kto zaludni ten salon? Trudno oczekiwać, że codziennie będziemy odwiedzać drogie restauracje i ekskluzywne sklepy. Potrzeba czegoś, co przyciągnie na tę ulicę setki warszawiaków i gości. Potrzeba atmosfery, którą tworzą dziesiątki ciekawych i dostępnych knajpek, sklepików, klubów a także muzycy uliczni, malarze, itd. Potrzeba różnorodności. Jak na razie, urzędnicy chcą naprawiać sytuację zakazami: klasyczny przykład to pomysł usunięcia “kebabowni”, zamiast ich estetyzacji i rearanżacji.
21 lipca 2008 at 10:58
W Rzymie, Paryżu, Berlinie, Londynie - wszędzie centra miast są bardzo drogie. Jednak taka już jest ich specyfika ale dlatego, też nam się tak podobają. Centrum przedwojennej Warszawy też było zawrotonie drogie. Wystarczy wspomnieć, że czynsz za mieszkanie na Wiejskiej lub Marszałkowskiej wynosił ok. 7-8 pensji listonosza. Nie zrobi się taniego i porządnego centrum miasta. To tak jak by chcieć kupić taniego Jaguara albo polecieć na tanie wakacje na Lazurowe Wybrzeże. W tym wypadku te słowa się wykluczają.
Niestety my lubimy latać na tanie wakacje a później mamy pretensję, że mieszkaliśmy na śmietniku.
21 lipca 2008 at 11:33
Sz. P. Prezydentowa nawet nie dostrzega braku propozycji kulturalnych nie tylko na Krakowskim, ale i w całym mieście. Przypomnę, ku zgrozie niektórych, że za poprzedniej władzy na pl. Zamkowym w sezonie co tydzień stawała estrada, na której coś się działo. Najwyraźniej obsługa bufetu takich potrzeb nie ma.
Nie ma nawet pomysłów jakichkolwiek festiwali (muzycznych, filmowych, wszelkich innych), koncertów, wystaw, itd - a co dopiero mówić o realizacji podobnych zamierzeń. To co się dzieje, jak np. wystawa o Kresach zorganizowana przez Ośrodek Karta, dzieje się prawie zawsze bez udziału miasta. W tym samym czasie miasto odcina się od większości istniejących imprez kulturalnych - chociażby obcinając dotacje.
Niestety, niektórzy bardziej nadają się na obsługę bufetu niż prezydenta europejskiego miasta. Wystarczy wspomnieć, co wzbudziło niesmak p. Prezydent: kebab, czyli właśnie menu bufetu. Taka jej kultura.
21 lipca 2008 at 11:53
Życie miasto to nie tylko scena na starym mieście i Doda wymachująca implantami. Czy rozrywki w Warszawie muszą w treści i formie przypominac odpust w Pcimiu? Co my mamy z tymi “estradami” i “festynami”.
21 lipca 2008 at 11:57
Ta ulica az sie prosi o drogie restauracje, galerie i sklepy(ubrania, diamenty, zloto etc.) Natychmiast miasto powinno zlikwidowac te wszystke tanie i tandetne restauracje i piwiarnie. Tu oprucz super drogich restauracji (a to mozna regulowac odpowiednio wysokim czynszem) powinny byc sklepy - Gucci, Varsace Prada, Armani moze po komisie jakis drogich markek samochodowych typu Bentley, Lamborgini czy Ferarrii (co tez przyciaga ludzi). Tez bym tu widzal urzadzony w jakiejs kamienicy albo nawet dwoch pierwszy 6 giwiastkowy hotel w Polsce i pewnie Europie centralnej i wschodniej typu Varsace (jeden juz jest na Gold Coast w Australii). Dotego posadzic pare chinczykow przy fortepianach ustawionych w zdloz Krakowskiego i niech jada Chopina od rana do wieczora tak zeby sie Pania i Pana przyjemnie kase wydawalo ;-) Pozdrowienia z Australii.
21 lipca 2008 at 12:04
Mnie też Doda nie interesuje. Czekam na ambitne propozycje p. Prezydent. Na razie ich nie ma.
21 lipca 2008 at 12:18
Kangur - I dopiero wtedy miasto będzie mogło powiedzieć, że remont Krakowskiego to inwestycja! Jak dotychczas to raczej wygląda na sponsoring spelun, kebabów i sklepów ze szmatami.
21 lipca 2008 at 12:23
jedyne co trzeba robić to blokować bank,i które ew. chciałyby się tam wprowadzić i poczekać, z dnia na dzień restauracje się nie otworzą.
21 lipca 2008 at 13:04
Jaka atrakcja, samo Krakowskie Przedmiescie jest w sobie atrakcja. Od dziecka spedzalem tu mase czasy.
21 lipca 2008 at 13:39
Jak czytam te idiotyzmy na temat luksusowych sklepów, a raczej ich braku, na Krakowskim Przedmieściu, to mi się chce śmiać. Co za bzdura! Już widzę te tłumy zamożnych klientów całymi zastępami spacerujące po nowym, luksusowym Krakowskim Przedmieściu i odwiedzających codziennie luksusowe restauracje. Tylko kompletny ignorant może na coś takiego wpaść!!! Z resztą, spójrzcie na Kraków - tam na Rynku Głównym jakoś nie ma ekskluzywnych knajp i sklepów, a są tłumy ludzi praktycznie 24 godziny na dobę. Czemu? Bo o każdej porze praktycznie mogą tam znaleźć miejsce dla siebie - zarówno tanie, jak i drogie. Ale w Warszawie to niewykonalne, bo z Krakowskiego Przedmieścia oraz ze Starówki zrobiło się odmalowany, martwy skansen, zaś mieszkańcy tych rejonów najchętniej pozbyliby się wszystkich turystów.
21 lipca 2008 at 14:11
Miasto to nie imprezowania (nb Krakówek coraz bardziej się nią staje, zwłaszcza pod wpływem “gości” wysp). Jak chcesz imprez o każdej porze do jedź na Ibizę albo Majorkę. dlaczego imprez “o każdej porze” nie ma Polach Elizejskich, Unter den Linden i via del Corso? Trak Królewski ma aspirować do tych ulic a nie imprezowni rodem z Hurgady albo Szarm.
Czyżby Europa nie była taka cool? W swoim prostackim prowincjonalnym postrzeganiu świata staramy się być bardziej europejscy od Europy a tak naprawdę jesteśmy chudą i wyleniałą papugą doklejającą sobie braki. Miasto nie żyje imprezami, czy spelunami z kebabem w tanim piwem w herbie.
21 lipca 2008 at 14:12
Nie słyszałem też o imprezach na via Condotti a jednak te miejsca żyją 24h na dobę i odbywa się to na ciutek wyższym poziomie niż u nas. Dlaczego?
21 lipca 2008 at 15:24
Jacek, ruznica jest taka ze Warszawa to wkoncu nie Krakow. Jest razem z Moskwa najwazniejszym miastem w Europie centralnej i wschodniej i powinna szukac turystow o nieco wyszej klasie spolecznej. Niech studenci i pijane robole z Anglii czy Irlandii bawia sie na starowce, ALE W KRAKOWIE LUB PRADZE. (p.s. nie jestem z Warszawy, od dziecka mieszkam w Australii a moja rodzina tak wogule pochodzi z Poznania wienc ciezko przechodza mi te slowa przez usta ale taka jest prawda ;-) )
21 lipca 2008 at 15:34
Jacek, porownywanie Krakowa z Warszawa tez jest nie odpowiednie chocby z tego powodu ze po pierwsze Warszawa ma duzo wieksza ludnosc, a po drugie z powodow zarobkowych duzo wiencej Warszawiakow niz Krakowiakow stac na obiad w drogiej restauracji czy garnitur z Armanii.
21 lipca 2008 at 17:23
Ławeczki poprosimy, drewniane, nie kamienne. Na Placu Zamkowym nie ma gdzie usiąść.
21 lipca 2008 at 20:39
Kangur, evidentnie nie rozroznia kwesti rozrywkowo- handlowej od koncepcji ekspozycji muzealnej.
Przecietni i szanujacy sie Polacy napewno nie zaplaca za bilety wstepu do ogladania Ferrari czy garniturow Armani??
Pewnie ze kolekcja Versace przyciagnelaby tam wiecej gayow a Gucci i Prada wiecej Chinczykow ale jednak studenci i “pijane robole z Angli czy Irlandi” sa nieporownywalnie bardziej interesujacym towarzystwem dla kazdego, wlacznie dla ludzi z forsa. I dlatego bardziej owocnym zrodlem rozrywki i biznesu.
Na Krakowskim przydaloby sie troche wiecej pubs i night clubs z dobra atmosfera i muzyka a nie jakich tam dretwych ekspozycji brand names.
21 lipca 2008 at 21:49
W Krakowie są tłumy, bo Kraków jak większość europejskich miast jest zwarto zabudowanym miastem pieszych. Warszawa natomiast, co zauważ każdy który odwiedzi przynajmniej dwa, trzy inne europejskie duże miasta, to INNE miasto. Najmniejsza wśród dużych miast gęstość zaludnienia, rozbudowana infrastruktura drogowa w centrum miasta, rozlana zabudowa. Z tych powodów, w naszym mieście nie ma atrakcyjnego dla mieszkańców centrum, pełnego ludzi i żyjącego 24h na dobę. Bo w centrum się przebywa tylko od 8.00 do 18.00 a potem w samochód zaparkowany przez ten czas na chodniku i w korkach jedziemy do przedmiejskich sypialni.
Dopóki nie zostanie zagęszczone centrum miasta i nie sprowadzi się tu większość tzw. klasy metropolitalnej, która dziś zamieszkuje w domkach Józefosławia, Łomianek i innych, to miasto i jego centrum wciąż będą “inne”.
21 lipca 2008 at 22:04
Uwazam, ze Krakowskie i Nowy Swiat powinny byc miejscem gdzie znajda swoje siedziby sklepy najlepszych i najdrozszych projektantow mody itd, obok nich dobre restauracje i kawiarnie… Poczatek tego mozemy juz zaobserwowac na Placu Trzech Krzyzy ale proponowalbym pociagnac az do okolic Placu Zamkowego. Cos na miare Madison Street w Nowym Jorku. Przecietnosci jest wszedzie pod dostatkiem, natomiast w Warszawie BARDZO brakuje takiego miejsca… Od A do Z-et czyli… Od Armaniego do Zegnii!!!:)
22 lipca 2008 at 7:25
Maciej Miłobędzki:
“Pomysł, by wyrzucić stamtąd wszystkie samochody, jest zły. Auta robią miejską atmosferę. ”
Moje gratulacje dla architekta. Proponuję puścić na Krakowskim drogę szybkiego ruchu. Będzie więcej samochodów i bardziej miejska atmosfera.
Niestety bycie architektem nie uwalnia od głupoty. Maciej Miłobędzki jest jedną z wielu ofiar kultu cargo - zachłysnął się możliwością posiadania samochodu,a nie wie za bardzo jaka jest jego funkcja. Wydaje mu się, że samo obstawienie chodników śmierdzącymi blaszankami jest warunkiem miastowości. Proponuję sprawdzić, co to jest kult cargo - Maciek podpada pod przypadek skrajny.
22 lipca 2008 at 8:49
W tym co pisze Jacek widzę bardziej posocjalistyczne miazmaty niż pomysł na miasto. Dlaczego “szanujący się Polacy” nie mają kupować Ferrari i ubierać się u Armaniego? Czy dobry Polak musi przymierać głodem i być klientem lumpeksu?
Warszawa to miasto z najwyższym poziomem życia, który przewyższa bardzo dużą część zachodnich miast, dajmy szansę bogatym ludziom wydać te pieniadze w Warszawie a nie Berlinie. Zarobimy na tym wszyscy: właściciele sklepów lub restauracji oraz miasto (dochody z VATu, o czym pisani już wyżej).
Nie ma porządnego, wielkomiejskiego centrum bez luksusu i drożyzny. Powtarzam: Unter den Linden, via Condotti, Pola Elizejskie są przeraźliwie drogi i nikt nie robi sprawy. U nas niestety jak kogoś na coś nie stać, to ma pretensję do całego świata, że go nie stać. W związku z tym trzeba równać w dół i wszystko musi być tanie, tandetne ale dostępne dla każdego. Tak już jest w życiu, że nie na wszystko nas stać i trzeba się z tym pogodzić, jeden ma jacht a drugi Syrenkę. A jak nie to na Kubę!
I błagam przestańmy się powoływać na Kraków. Kraków przestał być metropolią w XVI wieku i od tego czasu peni rolę prowincjonalnego miasta. Tak było za I i II Rzplitej (Lwów, Poznań i Katowice były nieporównywalnie bardziej wielkomiejskie) i tak również było za czasów CK. Kraków jest miły, przyjemny i sympatyczny ale Kraków to koszmarna prowincja. Dlatego jest uroczy i przyciąga turystów. Aczkolwiek bandy pijanych Angoli na wieczorach kawalerskich to kiepska grupa docelowa i im podobnych naszych rodaków.
22 lipca 2008 at 9:06
Niech Starź Miejska surowiej karze nygusów tnącyh Krakaurerem wbrew zakazom!!!
22 lipca 2008 at 10:42
“Pomysł, by wyrzucić stamtąd wszystkie samochody, jest zły. Auta robią miejską atmosferę. Powinny być jakieś ograniczenia, ale bez przesady.”
Powtórzę wypowiedź “architekta” raz jeszcze: “Auta robią miejską atmosferę.”
Czyli rozumiem że historię miast rozpoczynamy od miej więcej 1900 r.? Przez takie właśnie myślenie Warszawa wygląda jak wygląda (np. główne arterie miejskie przeprowadzone przez centrum - Marszałkowska, AL. Jerozolimskie itd) , a transport masowy mamy w powijakach (nawet Węgrzy szybciej zbudowali metro).
Może panu architektowi należy po prostu powiedzieć (może nie wie) że atmosferę to robią wpierw ludzie a na końcu samochody?
Nie zgadzam się też z tezą pana podpisanego jako “warszawiak” - parkingi podziemne nie załatwiają sprawy. Przy zwiększonej liczbie miejsc parkingowych w centrum miasta będą się tworzyły korki na dojazdach do parkingów… niezbyt to skomplikowane, żadne większe miasto nie zachęca swoich mieszkańców do przyjazdu do centrum. Mamy XXI wiek - samochód nie tworzy miejskiej atmosfery.
Zwracam tez uwagę, że zmiana charakteru Krakowskiego Przedmieścia nastąpiła w zeszłym tygodniu (zakończenie remontu). Wcześniej była to przelotowa ulica przeznaczona dla samochodów a nie dla pieszych, kawiarni i nie zachęcała do zatrzymania się choćby na chwilę (bo niby gdzie?). Po remoncię jest szansa na zmianę i to na lepsze ;)
22 lipca 2008 at 11:45
Nie mam nic przeciwko luksusowi, tylko że ciuchów od Prady czy sprzętu audio VTL albo najnowszego Ferrari nie kupuje się na co dzień. Pozostaje więc pytanie, czy Krakowskie Przedmieście ma przyciągać tzw. elity (głównie finansowe, bo z tymi intelektualnymi w naszym narodzie słabo) i czym je ma przyciągać? Czy może mieć atrakcyjną ofertę dla większej grupy ludzi? I za tym drugim byłbym właśnie - czyli za: sympatycznymi, klimatycznymi lokalami z umiarkowanymi cenami; klubami gdzie można pójść się zabawić w różnych rytmach i klimatach, z fajnymi kawiarniami, sklepami do których wejście nie wymaga złotej karty kredytowej, także za imprezami ulicznymi (w rozsądnej ilości i określonego typu)…
22 lipca 2008 at 12:14
Scena letnia- otwarcie jesienią. PO rządzi w Warszawie!
22 lipca 2008 at 12:18
@Sebastian
Węgrzy mają najstarsze metro w kontynentalnej Europie (ponad 100 lat!), więc porównanie cokolwiek niefortunne, nie sądzisz?
22 lipca 2008 at 14:09
robotnik wykwalifikowany Pisze:
22 lipca 2008 at 12:18
@Sebastian
Węgrzy mają najstarsze metro w kontynentalnej Europie (ponad 100 lat!), więc porównanie cokolwiek niefortunne, nie sądzisz?
A Warszawa powstała 20 lat temu? Miasto o podobnej wielkości więc uważam, że porównanie jak najbardziej trafne. Poza tym piersza linia niecałe 5 km powstała w XIX wieku a reszta (27 km) w latach ‘70 wieku XX wiec nie bardzo rozumiem dlaczego niefortunne porównanie.
22 lipca 2008 at 15:01
… a skąd sie biorą ludzie w takich miejscach jak Krakowskie ? Głównie z samochodów (oraz z innych pojazdów, także komunikacji publicznej), bo przecież prawie nikt tam nie mieszka. Korzystam z takiej restauracji, kawiarni, baru, klubu, sklepu itp. do ktorego moge jakoś dojechać możliwie wygodnie, a jesli własnym samochodem, to możliwie blisko zaparkować. Krakowskie jest “załatwione” bo nie mozna tam wjechac ani możliwie blisko dojechać i zparkować, tak, zeby można było w trzy minuty (maksimum !) dojśc, do miejsca, z które chce sie skorzystać. Ograniczeniu komunikacji na Krakowskim powinno towarzyszyć systemowe rowiązanie uliczno - parkingowe umozliwiające łatwe dojazdy. Tymczasem nawet pod pl. Piłsudskiego ani pod Teatralnym nie buduje się parkingów podziemnych. A żeby wpuścić samochody na Krakowskie to jest już trochę za późno, bo projektant tak zwęził ulicę, gdyż projektował równocześnie inny sposób skomunikowania tego rejonu … tyle tylko, że - jak zawsze u nas - fundusze obcięto i mamy to co mamy …
Grzegorz
22 lipca 2008 at 15:45
Dzięki projektantowi Krakowskiego Przedmieścia ulica nocą jest okropnie oświetlona pomarańczowymi lampami sodowymi! Wg niego takie światło “wprowadza nastrój nostalgiczny” - chyba tylko dla niego, ręce opadają… Nie zgodził się mimo wielu sugestii nawet Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej na efektowne białe oświetlenie które podkreśliło by naturalne barwy kamiennej nawierzchni, kamienic i zieleni! Skandal…
22 lipca 2008 at 15:50
Witać na tym zdjęciu “ŻW” jak psuje wieczorem te pomarańczowe światło. Powinni zmienić na metalohalogenkowe - wystarczy wymiana lamp w oprawach.
22 lipca 2008 at 17:56
Warszawiak napisał:
“Zastanawia mnie dlaczego nikt nie zada sobie trudu i nie przyjrzy się zmianom, jakie zachodzą na Placu Trzech Krzyży, Żurawiej, Mokotowskiej i krótszym odcinku Nowego Światu (od Placu do Ronda)? Z każdym rokiem przybywa coraz więcej, naprawdę ekskluzywnych sklepów. Również knajpy w tamtej okolicy w większości są z górnej pułki. Najciekawsze, że dzieje się tak pomimo braku jakichkolwiek inwestycji miasta, dziurawych chodników, tragicznych ulic (remonty Mokotowskiej i Żurawiej to stosunkowo nowa sprawa) i często sypiących się fasad domów. Jak na dłoni widać, że cała okolica Placu zawdzięcza swoje ożywienie możliwości dojechania i zaparkowania”
Czyli twoim zadaniem, to że cała powierzchnia Pl.Trzech Krzyży, wliczając chodniki, wyspy itp. jest opanowana przez auta, to stanowi impuls dla rozwoju tego miejsca?
Przecież dziś Pl.3Krzyży, to przestrzeń antymiejska, nie przyciągająca pieszych. Ten plac, to niestety wyłącznie parking dla klientów “Szparki”, “Szpilki” i innych lokali, których klienci po wyjściu z nich wsiadają do swoje zaparkowanej na chodnikach bryki i jadą do swoich grodzonych twierdz.
Zauważ natomiast “warszawiaku” jak na naszych oczach ożywa Pl.Zbawiciela, w okolicy którego miejsc parkingowych jak na lekarstwo, ale mimo to ludzi pojaiwa się wieczorem coraz więcej. Dlaczego? Bo jest to przestrzeń przyjazna dla pieszych, gdzie samochód zna swoje miejsce, a nie jak gdzie indziej, zawłaszcza każdy kawałek przestrzeni. Co więcej, tak przyjazna przestrzeń jest dla ludzi magnesem na tyle silnym, że zostawiają swoje auta pod domem i na Zbawiciela jadą autobusem, rowerem lub idą pieszo.
22 lipca 2008 at 21:26
Okolice Placu Zbawiciela są dobre dla marginalnej grupy kontestujących świat studentów a ich w Warszawie jest bezporównania mniej niż przedstawicieli klasy średniej (kiedyś określanej burżuazją albo mieszczaństwem). Ci ostatni nie przyjdą na Plac Zbawiciela, bo to nie są miejsca w ich stylu. Tam jest życie, jednak jak sam zauważyłeś dla ludzi, którzy przyjeżdzają rowerem/autobusem/tramwajem. W Polskich warunkach to nie jest wielka klientela i nie można na nich wiele zarobić. Wystarczy się przejść po Placu Zbawiciela i przyjrzeć klienteli. Dla nich 20-30zł to wydatek na cały wieczór. Ci którzy w Polsce mają pieniądze do wydania w przeważającej większości jeżdzą samochodami i nie przekonasz ich do zmiany trybu życia tym bardziej, że w Polsce przez 2/3 roku jest zima lub coś zbliżonego. Trzeba uszanować preferencje większości i znaleźć rozwiązanie problemu a nie jak banda kretynów na rowerów próbować wymuszać, by wszyscy w Warszawie, bez wzgędu na porę roku i pogodę jeździli rowerami. Mamy wolny rynek a ludzie głosują nogami. Jeżeli nie zaakceptujesz ich samochodów, to oni przeniosą się do centrów handlowych i zresztą już się dzieje. Śródmieście w większości wypadków umiera bo knajpiana atmosfera skierowana jest do środowisk studencko-alternatywnych a nie dorobionej klasy średniej. Na studentach i alter-cośtam nie zbudujesz dostaniego centrum miasta. Będziesz miał skupisko spelunek, może i “klimatycznych” ale jednak spelunek. Dla miasta żaden interes bo podatki, które są odprowadzane przez sklep BOSS są nieporównywalnie większe niż knajpa koło metodystów w dawnej Mesie.
22 lipca 2008 at 21:31
PS Jezeli mam być szczery, to “przestrzeń miejska” (widzę, że to teraz takie trendy słowo, którym wszyscy się posługują) na obu placach nie odbiega od siebie jeżeli chodzi o aktywność zgromadzonych. W obu miejscach siedzą i jedzą ewentualnie piją. Różnica jest tylko taka, że na Zbawiciela przyjeżdzają komunikacj publiczną a na Trzech Krzyży parkują samochody.
22 lipca 2008 at 21:33
PS Jedni po wyjściu z kanjpy wsiadają do samochodu a inni idą do autobusu. Jaka w tym różnica dla “przestrzeni miejskiej”? Różnica w dystancie pomiędzy zaparkowanym samochodem a przystankiem? P]Błagam przestańmy uprawiać socjalistyczno-architektoniczne Voodoo.
22 lipca 2008 at 23:03
No dobra, Socjalistyczno-architektoczniczne voodoo, ale trzeba też zauważyć, że dużo bardziej wolnorynkowe i liberalne niż Polska, państwa jak np Holandia i Wlk. Brytania wydają grube miliony by swoją “klasę średnią” zniechęcić do używania samochodu, oraz tworzą np. tzw “zielone pasy” wokół miast, by “klasa średnia” nie uciekła do domków pod miastem.
I tam tego nie nazywają socjalizmem, lecz zrównoważonym rozwojem.
23 lipca 2008 at 8:40
cytat z ostatniego artykułu:
“Dochodzimy do bramy Uniwersytetu Warszawskiego. Jest już zamknięta, ale przystajemy na chwilę przy ławkach z piaskowca. Łukasz już ma kolejny pomysł: – To świetne miejsce na wypożyczalnię rowerów.”
Miasto planuje uruchomienie systemu bezpłatnego (prawie) systemu rowerów miejskich więc wypozyczalnie rowerów raczej nie mają racji bytu.
Ale na prawdę cieszy, że tyle osób interesuje się naszym miastem i wysuwa tyle ciekawych pomysłów. Powiem szczerze, że już dziś Krakowskie Przedmieście jest ładne, remont zdecydowanie polepszył sytuację. Osobiście najbardziej przeszkadzają mi … samochody i autobusy… Już widze głosy malkontentów ale przez 2 lata było w na tej ulicy tak spokojnie i mogło by tak zostać. Gwar ludzi jest zdecydowanie przyjemniejszy od “gwaru” silników…
23 lipca 2008 at 9:07
Po pierwsze w obu miejscach klimat jest nieporównywalnie łagodniejszy. W Londynie śnieg to prawdziwa rzadkość, podobnie jak mróz poniżej -5. Ale nikt nie wpada na pomysł zamknięcia dla ruchu New Bond, Savile Row, Regent Street czy Oxford Street. Ograniczenia są w SOHO ale to już inna „bajka” i zupełnie inna klientela. Wreszcie nie porównuj komunikacji (metro) londyńskiej do warszawskiej. Zbliżenie się do tego poziomu wymaga co najmniej pół wieku.
Co do zielonych pasów to pełna zgoda. „Miasteczka” (obozy) Wilanów i Marina uważam za sen pijanego architekta. Dlatego tez projektowanie Warszawy oddałbym cudzoziemcom na wyłączność. Jak pokazuje historia Polski w ostatnim tysiącleciu - oczywiście poza peerelem - z reguły było to z korzyścią dla nas. Oczywiście wyjątkiem w naszej architekturze było dwudziestolecie ale wszyscy znani architekci przynajmniej część swojej edukacji spędzili na zachodnich uczelniach.
23 lipca 2008 at 9:11
Bez gwaru silników nie będzie i gwaru ludzi, bo tam po prostu nie dotrą. Moim zdaniem takie rozwiązanie jakie jest teraz, jest najlepsze. Minimum, czyli taxi i autobusy wystarczą. Krakowskie jest ładne, ale mimo, że pracuję przy nim już 2 lata, wciąż nie za bardzi mam gdzie jeść lunche czy kolacje. Za mało różnorodnych knajp, i tych ekskluzywnych i tych bardziej przystępnych. A przede wszystkim za mało takich, które są po prostu ładne i przyjemne. Te stare lokale, które powstały w czasach PRL i do tej pory nic się w nich nie zmieniło, straszą. Jest w nich zimno, brudno, śmierdząco a obsługa jest niemiła.
23 lipca 2008 at 9:23
A ja mam kilka pytań do pana “animatora”.
Po pierwsze, kto poza studentami i alter-cośtam będzie klientelą bukinistów przed Wizytkami? W Paryżu są bukiniści ale nad Sekwaną albo w Dzielnicy Łacińskiej. Nie ma ich na Polach Elizejskich i w okolicy.
Po drugie, po co wypożyczalnia rowerów skoro przez 2/3 roku, o ile nie jest się rowerowym talibem, na rowerze w Polsce nie da się jeździć? Z tego samego powodu słabo widzę te wykłady pod Kopernikiem. Nota bene skoro pan “animator” wie tylko o IFISie w Pałacu Staszica to domyślam się jakie jest jego wykształcenie i niestety źle to wróży.
Po trzecie, targ kwiatowy wymaga dojazdu i infrastruktury. Prawdziwe targi kwiatowe w Holandii (mam nadzieję, że pan “animator” nie ma na myśli kwiaciarek z Krakowa, bo one mają tyle wspólnego z targiem co bełt z szampanem), to stojące cały rok stragany, gdzie dowożenie kwiatów przez farmerów zaczyna się przed świtem. Oczywiście wiąże się to z ruchem samochodowym i jednak pewnym brudem. Nie sądzę, by władze miasta zgodziły się na stragany. Wreszcie na targ kwiatowy muszą dojechać klienci. Jak pokazuje praktyka z Hali Mirowskiej, kwiaty kupuje się jadąc w odwiedziny, z reguły samochodem albo taksówką. Świetny targ kwiatowy istnieje w Warszawie przed Halą Mirowską i wystarczy przyjrzeć się prawidłom targu a nie je od nowa wymyślać wbrew życiu i rynkowi. Wiem, że socjolodzy i filozofowie mają skłonność do rewolucjonizowania rzeczywistości ale nawet Marksowi się nie udała zmiana prawideł życiowych.
Po czwarte, rozumiem, że pan “animator” jest młodym i zbuntowanym człowiekiem ale czy poza “klimatycznymi knajpkami” i tym o czym mówi pan “animator” ktoś ma jakieś propozycje dla stale rosnącej klasy średniej? To klasa średnia finansuje państwo i miasto a nie studenci publicznej uczelni. Jeżeli nie ma propozycji dl klasy średniej, to nie dziwmy się, że ona ucieka poza miasto ze szkodą dla Warszawy.
Po piąte, a co z tego będzie? Chodzi mi oczywiście o pieniądze.
23 lipca 2008 at 9:34
Pytanie o obecność samochodów na Krakowskim jest pytaniem wtórnym. Zasadnicza kwestia to czy Krakowskie ma konkurować z Arkadią i Złotymi Tarasami, czy ma proponować inną rzeczywistość.
Według mnie chodzi o to drugie!
Ci sami ludzie czasem mogą chadzać do centrów handlowych, a czasem na Krakowskie. Dotyczy to zarówno elit intelektualnych, burżuazji, drobnomieszczaństwa, dziadostwa. Ale żeby chciało się bywać i tu i tu to muszą to być odmienne doznania. W Złotych kupuję sobie koszulę i krawat do pracy, a potem idę na Krakowskie i oglądam spektakl teatru ulicznego, słucham Chopina, ale też przysiadam na niekomercyjnej ławce i zajadam kebaba, albo nawet dziabnę sobie setkę ze śledzikiem w starodawnym stylu w ciekawym bistro.
Ale żeby to miało sens to musi to być inne - bo konkurencję z supercentrami handlowymi Krakowskie musi przegrać! bo i sklepy rzadziej i samochód zostawiony daleko i klimatyzacja nie działa.
Jesteś Warszawiakiem to spróbuj czasem zostawić samochód w domu zabrać żonę i dzieciaki na fajny spacer po Krakowskim metrem albo tramwajem. albo jak jesteś bogatszy to sobie podjedź taksówką!!! jak zależy Ci na byciu obywatelem miasta (bo jak wolisz po wyjściu z Arkadii dojechać do domu i obejrzeć M jak miłość to Twój wybór. ;-)
23 lipca 2008 at 9:47
Dlaczego mam robić zakupy w centrum handlowym? Nie znoszę centrów handlowych? Centra handlowe zabijają życie miasta a za Arkadię Piskorski z całą bandą nie powinni wychodzić z mamra przez nabliższe ćwierć wieku albo myć tam podsadzki. Uwielbiam normalny ruch uliczny i dlatego zazdroszczę prawdziwych handlowych ulicy Londynowi, czy Paryżowi.
Krakowskie Przedmieście nie musi przegrywać z centrami handlowymi, bo tę walkę jakoś skutecznie wygrywają ulice w Paryżu, Londynie, czy Berlinie. A artysteczno/alternatywne hopsztosy, proponuję przesunąć do warszawskiego odpowiednika Dzielnicy Łacińskiej (Praga? Powiśle? Wola?). Miasto determinowane jest przez pieniądz i tego nie da sie oszukać. Pisał o tym nawet Galbraith, którego o skrajny liberalizm nie posądzam. Problem z Krakowskim polega na tym, że jest ostanim miejsce, w którym spotykam warszawiaków a stanowi ono atrakcję dla przyjezdnych i to bynajmniej nie z zagranicy. Warszawiaków z reguły spotykam na Powązkach w tzw. Dzień Warszawiaka, czyli 1. listopada albo 1. sierpnia.
23 lipca 2008 at 13:35
Anonim pisze:
“Bez gwaru silników nie będzie i gwaru ludzi, bo tam po prostu nie dotrą. Moim zdaniem takie rozwiązanie jakie jest teraz, jest najlepsze. Minimum, czyli taxi i autobusy wystarczą.”
Przypominam, że przez 2 lata ludzie jakoś docierali. Poza tym jak pokazują doświadczenia innych miast wcale samochody nie są jedynym możliwym środkiem transportu. Na przykład w Wiedniu metrem można wysiąść przy katedrze w samym centrum. Zastanawiam się np. czy potrzeba aż tyle linii autobusowych na Krakowskim? Gdzieś czytałem że jeździ tam 60 autobusów na 1 h… moze da się to o połowę ograniczyć?
23 lipca 2008 at 13:49
xman pisze:
“Po drugie, po co wypożyczalnia rowerów skoro przez 2/3 roku, o ile nie jest się rowerowym talibem, na rowerze w Polsce nie da się jeździć?”
Policzmy. Ja w tym roku jeżdżę od marca rowerem do pracy. Załużmy że kwiecień - październik jeździmy rowerem (spokojnie można dłużej) - czyli to jest min. 7 miesiecy “sezonu rowerowego”. Szybciej i dłużej rowerem mozna jeżdzić w Polsce (strefa umiarkowana) niż w strefie pod zwrotnikowej czy tropikalnej….
A tak poza tym to jako przedstawiciel klasy średniej może pan coś zaproponuje zamiast marudzić?
23 lipca 2008 at 14:21
jeszcze jedn cytat z artykułu:
“Pierwszy przystanek robimy na brukowanym placu obok kościoła Wizytek. Teraz służy on głównie jako parking.”
Widział ktoś może parking przed Katedrą Notre Dame? Znów się czepiam tych samochodów :)
Dla mnie bardzo miłym akcentem są zwyczajne ogródki kawiarniano/restauracyjne. Czym większy będzie wybór i różnorodność tym lepiej, a może nawet boczne uliczki ożyją.
23 lipca 2008 at 17:18
Wiele głosów pojawiło się domagając się atrakcji dla turystów. to jest ważny element, ale najpierw chyba powinno sie myśleć o udogodnieniach i atrakcjach dla samych mieszkańców, a ich powodzenie przyciągnie też i turystów. Plac Zbawiciela ożywa dlatego, że jest 100 m. od stacji metra! Ulice “tylko dla pieszych” jakie funkcjonują na Zachodzie Europy nie są pojedynczymi ulicami - są częścią prawdziwego i atrakcyjnego centrum, którego w Warszawie po prostu jeszcze nie ma.
Na Krakowskim widziałbym np. czynne do późna w noc księgarnie i antkwariaty, to w końcu ulica uczącej się młodzieży. Oczywiście miasto tego nie zainstaluje, ale można różnymi sposobami do tego zachęcić np. ulgą w czynszu… Brak zieleni można tymczasowo zastępować donicami albo kwietnikami jakie ostatnio widziałem w Cannes - podwieszanymi na specjalnych słupkach czy latarniach.
24 lipca 2008 at 8:45
Do Krakowskiego można naprawdę dojść od metra!!!
Z metra Ratusz:
- placem Bankowym przez Ogród Saski, plac Piłsudskiego i Tokarzewskiego;
- ciekawy może też być spacer - szczególnie w weekend kiedy mały jest ruch uliczny- wzdłuż al. Solidarności i Miodową z przystankiem na skwerze pod pomnikiem Nike.
Z metra Świętokrzyska:
przez pl. Dąbrowskiego, Kredytową, Traugutta.
Dziesięcio czy dwudziestominutowy spacer nikomu jeszcze nie zaszkodził!
Nie rozumiem gdzie tu problem! Problemem jest niechęć do chodzenia po mieście.
24 lipca 2008 at 22:20
Parkingi, parkingi, parkingi …..
Przecież na Krakowskie daje się dojechać samochodem. Nie ma też problemu z parkowaniem. Wystarczy przyjechać np. taksówką.
Dla oszczędnych jest metro i komunikacja miejska.
25 lipca 2008 at 8:36
Cytat z arykułu:
“Pod koniec naszej przechadzki z pani Agnieszki wychodzi dusza smakosza. – Przydałby się tu jakiś targ, np. sobotni targ żywności – proponuje. – Już to widzę: z całej Polski przyjeżdżają producenci i wystawiają swoje produkty: twarogi, miody, dobre wędliny, a warszawiacy mogą z nimi pogadać i zjeść śniadanie w okolicznych kawiarenkach.”
Jestem jak najbardziej za! Świetny pomyśł. Bardzo podobały mi się targi żywności na Nowym Świecie - bardzo szkoda, że było ich tak mało. Stały targ tego typu w jakiś dobrze zaprojektowanych “szczękach” na pewno przyciągną nie tylko turystów.
25 lipca 2008 at 9:16
“To samo jest przy pomniku Mickiewicza. – Te płoty trzeba zlikwidować. Albo przynajmniej zainstalować w nich furtki i zamykać tylko na noc – rozwija myśl pani Agnieszka. – Cała Europa piknikuje, my też możemy – dodaje.”
Pani Kręglicka chyba nie wie, że “ten płot” wokół Mickiewicza jest zabytkiem, zresztą przykładem świetnej i rzadkiej w Wawie secesji, który pracownicy Muzeum Narodowego z wielkim zaangażowaniem szukali po wojnie i znaleźli na złomie gdzieś w na ziemiach zachodnich. Rozumiem, że Pani jest od garów ale błagam, więcej finezji.
25 lipca 2008 at 11:21
“Życie Warszawy” - pisze w artykule “Pilna potrzeba na Starówce” porusza problem toalet dla trystów. Właśnie kończy się remont Krawkowskiego Przedmieścia. Przed wojną na dziesiejszym pancu Hoovera były miejskie toalety. Jak zanam życie pewnie nikt o nich dziś nie pomyslał? Szkoda…
25 lipca 2008 at 11:24
Przepraszam sprawdziłem w planach remontu były toalety. Ktoś może się orientuje jak z realizacją?
25 lipca 2008 at 11:53
Szanowna Pani restauratorko Kreglicka, pomysl “era piknikow” jest to inicjacja do zasmiecenia miasta. Polski obywatel nie ma w naturze respektowania przestrzeni publicznej.Taka idee nalezalo by rozwazyc na sesji biura urbanistyki w ramach planowania przestrzeni parkow, biorac pod uwage niezbedna edukacje “piknikowcow”.
25 lipca 2008 at 20:30
Dlaczego nikt nie pisze o tym, że to miasto jest okropne z zupełnie innego powodu-w ścislym centrum jest ok. 200-500 hektarów
kompletnej martwoty,myślę o okolicach Pałacu kultury.Rozwalmy w końcu tego bezdusznego grzmota.Socrealizm nie jest sztuką, to była taśma robiona dla forsy.To jest miejsce na sródmieście z prawdziwego zdarzenia.!!!!
26 lipca 2008 at 8:35
“A czego chcą na Krakowskim nasi internauci? Jednym głosem domagają się dodatkowych parkingów. ”
Nie jest to prawda. Wystarczy przejrzeć umieszczone tu komentarze. Ja na pewno wyłamuję się z tego głosu - jestem przeciwny urozmaicaniu knajp śmierdzącymi samochodami. Zawsze można dojechać taksówką/autobusem/tramwajem - chociażby z położonego dalej parkingu. Jednak ten parking NIE MOŻE być na Krakowskim
Jak ktoś się spyta dlaczego, to zapytam się - a jak wam się wydaje, dlaczego nie robi się knajp na parkingach przed centrami handlowymi.
26 lipca 2008 at 9:13
Restrykcje wobec banków, to ograniczenie wolności gospodarczej - dziwne, że liberał i do tego “wybitny bankowiec” proponuje takie rozwiązania.
27 lipca 2008 at 10:45
Bella ma rację. Centrum Warszawy powstanie - nieuchronnie - wzdłuż Marszałkowskiej między Świętokrzyską i Placem Konstytucji. Bez wyburzania Pałacu Kultury i z pozostawieniem Parku Świętokrzyskiego. Tylko nie trzeba “na siłę” przeciwstawiać się naturalnej ku temu tendencji, kształtującej się już w latach międzywojennych. To ten odcinek Marszałkowskiej będzie warszawskimi Polami Elizejskimi lub Aleją Pod Lipami - co kto woli. Ma to, czego potrzeba - trzy stacje Metra i wystarczająco szerokie jezdnie. Krakowskie Przedmieście pozostanie na uboczu głównego ciągu. Co oczywiście nie znaczy, że nie będzie miało własnego, niepowtarzalnego charakteru. Już ma. Byle go tylko nie popsuć przez urzędniczą nadgorliwość i ambicję urządzania życia bliźnim… A banki, nawet jeżeli zainstalują się na Krakowskim, szybko uciekną na Marszałkowską. I wcale nie będzie ich tam za mało. Słowo daję!
27 lipca 2008 at 11:47
Zgadza sie, ze Krakowskie (i cale scisle srodmiescie) potrzebuje wiecej zycia - jednak eleganckie bary, kawiarnie, restauracje jak i ksiegarnie, sklepy itp. nie sprawia, ze ta czesc miesta bedzie naprawde zyla. Nasi decydenci nie mysla w ogole aby ta czesc miasta stal sie tez przyjemna dla jej mieszkancow. A bez nich bedzie to tylko pusta fasada na pokaz. Proponuje sie zapoznac z w tym temacie z konsekwentna i realizowana od wielu lat polityka wladz Wiednia (bez wzgledu na orientacje polityczna) aby srodmiescie naprawde zylo. W Warszawie jest ciagle odwrotnie - dla przykladu:
mieszkancom oficyny na Krakowskim 12 zafundowano uciazliwy halas wyciagow wentylacyjnych praktycznie caly dzien do pozna w nocy. Wyciag ten zbudowal sobie pod naszymi oknami restaurator (Rooster) i nie pomagaja zadne interwencje. Nikomu nie przeszkadza restauracja ale nie da sie zyc z halasem jak w hali fabrycznej. Czy mamy
(ok. 10 rodzin) sie z tad wyniesc???
27 lipca 2008 at 23:02
@kult cargo
W Warszawie (ani nawet w Polsce) nie mieszkam, wiec nie chce sie wypowiadac co do meritum, ale nie podoba mi sie OBRAZLIWA wypowiedz kult cargo. Mozna sie nie zgadzac z opiniami architekta, ale dlaczego zaraz zarzucac mu “glupote”? Dziwie sie tez bardzo, ze ZW zamiescilo akurat te wypowiedz pod wywiadem z architektem. W ten sposob dajecie Panstwo sygnal, ze wypowiedzi obrazliwe sa przez Was mile widziane, a nawet premiowane. Kultury dyskusji to nie podnosi, a wrecz przeciwnie.
28 lipca 2008 at 17:31
… resztki keczupu na nowych niby ławkach, plamamy upstrzone płyty granitowe, niewykończone bryły z hartowanego szkła (co to w ogóle jest?), a pod nimi już teraz śmierdzące kałuże… Jeszcze nie wyschła farba, a juz przysechł brud… i przy tym wszystkim nostalgiczny sen o potędze - wystawa kresowa…
Polska robota za 50 mln !
28 lipca 2008 at 21:14
A w knajpie na przeciwko św. Anny ustawiono grill. Bosko… Czekam na ognisko
31 lipca 2008 at 10:07
Warszawa to stolica 40 milionowej Polski! Co ci ludze maja z tymi piknikami, karnawalami, kebabami i tanim piwem. Na to sa miejsca ale nie w najbardziej prestizowej czesci miasta. To jest wkoncu Trakt Krolewski, tu miszka prezydent Polski!!! Nie cale miasto musi byc podpozadkowane studenta i “cheap” turysta co chca kebaby, tanie piwo i karnawaly. Nie rubmy z tego miasta wiochy!!! Przeciez stolica musi miec gdzies swoja eksklusywna i prestizowa czesc. A od placu Trzech Krzyzy przez Nowy Swiat i Krakowskie do starowki az sie oto prosi. Krakowskie Przedmiescie powinno plywac w tradycji i luksusie! Z super sklepami, art galeriami, kawiarniami, restauracjami, “butique” hotelami, a na puzny wieczor pare eksklusywnych dyskotek (typu Cynamon i wyzej) i pubow (takich jak niekture na Foksalu).
1 sierpnia 2008 at 10:26
w Krakowie jest znacznie taniej i to przyciaga ludzi, zwyklych ludzi
sciagnijcie knajpy i restauratorow z krakowa
1 sierpnia 2008 at 12:58
Zostawcie Krakowskie, takim jakie jest i nie zmieniajcie je. Nie sa tam potrzebne snobystyczne zabiegi. Nie bedzie natrualne, takie jakie jest.
4 sierpnia 2008 at 9:09
Jeżeli p.Kreglicka chce zainstalować karuzelę na Krak.Przedmieściu, to lepiej niech ustawi ja na własnej głowie, wtedy może poruszy swoje szare komórki. Chociaz watpię.
4 sierpnia 2008 at 18:32
Ten architekt z tymi samochodami to sie udal. I jeszcze zapchac to kebabami (koniecznie z nieogolonym, niedomytym Turkiem). Tak swojsko to juz bylo za PRL w rejonie Bazaru Rozyckiego, ale komus to potem przeszkadzalo. Wiec czas, zeby to zrobic na Krakowskim Przedmiesciu. Panie architekt: pomysl pan głową! Ten “Paryz Wschodu” (cha, cha, cha - a Rumuni tak bredza o Bukareszcie) to przeciez nie ma kawalka eleganckiego ciagu ulicznego, a pan bys to chcial zapchac samochodami i Turkami? Bo sie panu podoba, ze jak ulice sa zaswinione jak w Neapolu to jest fajnie? A wyjedz pan tam na stale.
4 sierpnia 2008 at 19:27
Przeczytałam w spokoju wszystkie wypowiedzi i po pierwsze skóra cierpnie od tych byków ortograficznych. I nie pisze tego publiczność onetowa! Najbardziej boli to, że w ogóle nie mają świadomości swojego nieuctwa, im to do głowy nawet nie przyjdzie. Po drugie, nigdzie nie braknie ‘zbawicieli z genialnymi pomysłami’. Na szczęście niedużo ich tu. Dwa przykłady: zlikwidować naprawdę wyjątkowo udane oświetlenie i zastąpić takim z hali fabrycznej, gdzie coś tam składają. I zburzyć Pałac Kultury. Zapewniam, że będzie jeszcze stał za 500 lat. I może nic wiecej z tego co dzis stoi. Jest juz zabytkiem, a po drugie, kto by go burzył? Budy stoją wokół niego już prawie 20 lat i nikt nie ma siły ich ruszyć, a kto by sie wziął za burzenie Pałacu?
6 sierpnia 2008 at 21:54
Spacerowałem Krakowskim Przedm. (okolice hotelu Europejskiego). Zostałem zapytany przez osoby, które chciały kupić bilet autobusowy. Szukały oczywiscie kiosku, ale przeciez na trasie spacerowej bardzo uczone głowy zlikwidowały wszystkie kioski. Czy to jest normalne? Czy u nas ludzie, którzy decyduja o wyglądzie ulic nie mają podstawowych wiadomości o sprawach czysto praktycznych? Zawstydziłem sie za tych pseudo uczonych. Wskazałem, że może w Hotelu Bristol będą mogły zaopatrzyć sie w bilety autobusowe. Czy do p.Prezydent docieraja wszystkie uwagi? Myślę, że watpię!!!!
13 sierpnia 2008 at 4:45
Tak! luksusowi, prestizowi i tradycji. Nie! kebaba, tanim piwem i PRYMITYWNYM restauracja. To nie tylko salon Warszawy ale i tez salon Polski i nie mozna z niego zrobic wiochy!
14 sierpnia 2008 at 15:13
+kioski (byle estetyczne), gdzie można kupić bilet, czy gazetę.
+kawiarnie
+CUKIERNIE (czemu jest ich tak mało?)
-każda “gastronomia”, którą czuć 50 metrów dalej
14 sierpnia 2008 at 17:37
Kawiarnie jak najbardziej!!!
14 sierpnia 2008 at 17:44
Czy tego co ma tam byc nie mozna poprostu kontrolowac jakims systemem “Zoning” tak jak jest w krajach anglosaskich! Naprzyklad ta kamienica/lokal jest tylko przeznaczony na kawiarnie lub restauracje. A projekt zeby byl wystarczajaco estetyczny musi byc zatwierdzony przez wladze miasta.
14 sierpnia 2008 at 22:07
A może właśnie tam reaktywować “Caffe Fog”? To byłby także i warszawski koloryt. Nie zabijać go wysokimi czynszami (wtedy i kawiania nie będzie “exklusiv”) i zobowiązać do otwarcia do późnych godzin nocnych.
18 sierpnia 2008 at 9:20
usunąć ruch kołowy… wprowadzić tylko elektryczne pojazdy miejskie… dorożki… czy rowery… wyjść do ludzi z ogórdkami…
18 sierpnia 2008 at 14:28
hmm, masz racje z tymi dorozkami, to bardzo fajny pomysl. Ale samochody i inny ruch kolowy bym zostawil bo to dodaje troche miejskiej atmosfery.
18 sierpnia 2008 at 22:11
Przejrzałem pobieżnie kilkanaście komentarzy i stwierdziłem ku memu przerażeniu, że żadna ocena czy propozycja nie dotyczy architektury “aktualnego” Krakowskiego Przedmieścia. Większość wypowiedzi dotyczy sklepów, jadłodajni, banków i parkingów. Nikt nie zapragnął aby choć jednej ulicy w Warszawie, którą tak chętnie nazywamy Królewskim Traktem, przywrócić wygląd z jej najświetniejszego okresu. Dla przykładu, nikogo nie razi pusty plac służący obecnie za parking usytuowany po prawej stronie pomnika Kopernika. W miejscu tym stał pałac Karasia. Nikogo nie razi także poststalinowski budynek stojący na skrzyżowaniu Królewskiej i Krakowskiego. Zbyt daleko idące oczekiwania pod adresem władz miasta wzbudziłby projekt odbudowy trzech kamienic pomiędzy wylotem Karowej a kościołem Wizytek. Rekonstrukcja i odbudowa wielu innych kamienic też budzi wiele zastrzeżeń. Pomijam już powszechną ignorancję i konsumpcjonizm występujące nie tylko u świeżych “Warszawiaków” ale także u tych zasiedziałych od pokoleń odnośnie oczekiwań wobec klimatu prawdziwej Warszawy, jaką była zanim zrównano ją z ziemią. Atmosfery miasta nie tworzą tylko sklepy i miejsca, gdzie można zjeść i wypić oraz zaparkować samochód, ale forma w jaką te przejawy życia społecznego są wtopione.
20 sierpnia 2008 at 11:32
Rosjanie niedługo wam pomogą, bombami !!!!
23 sierpnia 2008 at 16:27
Takie dyskusje wydają mi się nieco bezowocne. Puszczono już maszynę odnawiając tą ulicę, Krakowskie stworzy się samo.
28 sierpnia 2008 at 16:21
duc, nie zgadzam sie z toba. Wladze miasta powinny naprowadzic ta pewnie najwazniejsza w Polsce ulice na godny temu miejscu kierunek.
28 sierpnia 2008 at 21:36
endo, wypraszam sobie takie komentarze o moim tacie!!!!!!
( maciej milobedzki )
pa.
29 sierpnia 2008 at 10:32
Dziewczynki Gaba&Karolina mają racje;
nonszalancki obraźliwy ton postu endo nie zachęca do znajomości, nawet ‘blogowej’;
czytając pozostałe zastanawia mnie nieświadomość jak b. miernie żyło się na Krakowskim w czasach, gdy wykreowano je na reprezentacyjny “Trakt Królewski” czyli w latach 30. XX w.; wtedy też zaczęto projektowac jego modernizację; z myslą o ruchu samochodowym projektowano Aleję na Skarpie; ułomne resztki takiego myslenia o modernizacji zrealizowano zresztą dopiero w latach 50.; też w latach 30. w Magistarcie powstała koncepcja wytrzebienia XIX kamienic; a przypisuje sie to czasom ‘jedynie słusznej ideologii’; wszystkim tym którzy porównują zycie publiczne na Krakowskim (gastronomia, handel, kultura, nauka) z zyciem historycznych centrów innych miast europejskich, czy innymi punktami centralnymi Waw (pl. Zbawiciela) jakoś nie przychodzi na myśl, że potrzebują one do życia stałego zaplecza bywalców, a nie ludzi zjeżdżjących okazjonalnie, a następnie wracających na przedmieścia; na marginesie, po bibce (wódka, wino, piwo) żaden szanujacy sie obywatel nie siada za kierownicą osobiście; zatem co z tym parkowaniem, ono jest potrzebne, ale mieszkańcom; w czasach ‘przedwojennych’ Krakowskim jeździl tramwaj, i to bardzo jeździł, w lipcu 1939 r. ok. 15 linii; jeżeli warszawiacy zamienili tramwaj na samochód to zasługa ‘malucha z PRLu’; tak im zostało, tylko ‘wrotki dla słonia’ zamienili na ‘bryki’; zatem architekt Maciej Miłobędzki jest dobrym obserwatorem; dzis nie tramwaj, lecz samochód jest atrybutem człowieka z miasta; chodzenie piechotą (bodajże 800m wynosiła norma dojścia do szkoły na terenach zurbanizowanych od reformy w 1932 r.) i na rowerze jest formą wypoczynku i rekreacji, szczególnie polecaną na terenech niezurbanizowanych; w mieście nie należacym do kręgu kultury hanzeatyckiej rower nie powinn być codziennym pojazdem użykowym; pozdrawiam eurovelo.
10 września 2008 at 7:16
Chętnie na Krakowskim widziałabym stragany z książkami - wydawnictw i antykwariatów. Na przykład eleganckie drewniane, które mogłyby funkcjonować o każdej porze roku…
11 września 2008 at 9:03
W Warszawie brakuje miejsca takiego jak Piotrkowska w Łodzi czy rynek w Krakowie. Ale ja bym tego miejsca nie szukał na siłę na starówce, bo tam najwyraźjniej nikt takiego miejsca nie chce. Wszystkie knajpy znajdujące się tam są z definicji dla bogatych i turystów z kasą i nawet nie przyjdzie nikomu do głowy, aby były to miejsca przystępne dla Warszawiaków. Osobiście lokalizowałbym kluby/pub itp. miejsca w Warszawie w kwadracie starej Woli pomiędzy rondem ONZ, a pl. Zawiszy. To jest kawał super okolicy, z klimatem prawdziwej Warszawy, gdzie ceny wynajmu lokali użytkowych nie są takie absurdalne, a co za tym idzie ceny w lokalach mogłby być przystępniejsze. Dobrą lokalizacją były by też okolice Wspólna, Hoża, Poznańska. Warszawa ma inną specyfikę niż inne miasta w Polsce, gdzie życie kręci się w okół rynku, moim zdaniem dobrym wzorcem dla Warszawy byłby Wiedeń, gdzie zadanie takie spełnia Ring i centra z akademikami jak Gazometr.
15 września 2008 at 11:26
sekunda! krakowskie wyremontowane zostało zaledwie kilka chwil temu, trochę trzeba czasu aby wprowadziły się tam dobre restauracje, fajne knajpki i sklepy, jedyny problem to dyktat wspólnot mieszkaniowych, które już za chwilę będą protestować, że “tłum jest za głośny” (tak jak ma to miejsce na Starym Mieście)
magistrat powinien tylko stymulować, a nie odgórnie wyznaczać: “Krakowskie ekskluzywne”, “Praga artystowska”, “Powiśle czerwonych latarń”, to jeszcze trzeba sprowadzić Chińczyków by gdzieś zlokalizować Chinatown i na siłę Włochów by było Little Italy, wszystkie teatry na Marszałkowską by był Broadway, a Gejom pozwalać otwierać kanajpy tylko na Brackiej by było Marais. I już mamy światowe miasto!
29 września 2008 at 13:26
Krakowskie Przedmieście najlepiej zastawić taksówkami i zakleić reklamami - już jesteśmy na dobrej drodze…
22 października 2008 at 13:47
Podajcie numery kart kredytowych.
27 października 2008 at 14:05
Witam, te poczatkowe wypowiedzi, ze bogaci tylko samochodami jezdza i bardzo ubolewaja ze nie moga zaparkowac pod restauracja na Krakowskim… to jakas paranoja. Jak jestescie prawdziwymi Warszawiakami i kochacie to miasto to chyba sama radosc w spacerze… Przeciez mozna zaparkowac samochod nad Wisla… albo zamowic taksowke… co to za przyjemnosc wyjechac z ogrodzonego osiedla, potem zaparkowac pod sama restauracja zeby szybko szybko z powrotem wskoczyc do auta i do domu…. rzeczywiscie super klimat……
Nacieszcie oczy naszym pieknym miastem i pospacerujcie..
A co do odnowionego Krakowskiego to naprawde przydaloby sie wiecej zieleni, cukierni(rurki z kremem,gofry), pieknego antykwariatu,ksiegarni z kawiarnia, jakis placyk dla dzieci, gdzie moglyby sluchac legend o naszym miescie.. Tam jest kolorowo i wesolo gdzie sa dzieci, a to glównie z nimi chodzimi w niedziele na spacery stworzmy i dla nich atrakcje na Krakowskim:)
5 listopada 2008 at 10:00
Prawo rynku : Reprywatyzacja a potem prywatyzacja - wszystko inne to manipulacje!
7 listopada 2008 at 6:36
tak , nie widzialem an wlasne oczy Traktu Krolewskiego ,ale wyobrazam sobie ze naewno jest piekny i az ludzie ,warszawiacy moga poczuc sie obco .Sam tak sie czulem przechadzajac sie Nowym swiatem w zeszlym roku. ja najchetniej widzialbym tam dobry EMPIK otwarty do pozna ,ksiegarnie,galerie ,cepelie i nie musza to byc luksusowe az knajpy czy bary /paby. Kino nawet z jedna sala nie multipleksy dla starych czy nowych filmow gdzie na przyklad bylyby same premierowe pokazy.czerwony dywan i gwiazdy .why not? Mistao powinno pozwolic na otwarcie punktow gastronomicznych o nie chorendalnych czynszach.Moze jaks licytacja chetnych o pokrewnej dzialalnosci gospodarczej/restauracie,paby .cluby,miejsca przekaskowe .A banki ?niech beda ale za rogiem . teraz ratusz powinien pomyslec rozsadnie o odbudowie Palacu Saskiego . To przeciez ciaglosc Traktu Krolewskiego ,Dlaczego odlozono to w czasie ? Bylby to przeciez naprawde mardzo zachecajacy rejon mista .Plac Pilsuckiego i okolice wygladalyby naprawde imponujaco. Mam nadzieje ze trafia sie ludzie ktorzy ten temat jeszcze porusza .pozdrawiam z new york city /warszawiak rodowity .
12 listopada 2008 at 8:26
Trzega zdudowac parking pod placem Pilsuckiego .Powinni pomyslec rowniez o odbudowie Palacu saskiego ..to przeciez jest tak samo wazne jak odudowa zamku Krolewskiego dla zrekonstruowania pejrzazy miasta .
Zrobili Trakt Krolewski a saski i Grob Nieznanego Rzolnierza to przeciez nasza wizytowka ! Niech nie zapominaja o tym nasze wladze miasta ! zz