Dozorcy zamiatali, teraz ich zmiotą

Po 20 lat w tych samych domach myli schody, odgarniali śnieg. Teraz idą na bruk. Urzędnicy rozkładają ręce – takie jest prawo.

Po 20 lat w tych samych domach myli schody, odgarniali śnieg. Teraz idą na bruk. Urzędnicy rozkładają ręce – takie jest prawo.
30 lipca 2008 at 8:32
Ciekawe czy mieszkancy zaplaca teraz mniejsze komorne. Przeciez koszty sie w zwiazku ze zwolnieniem dozorcy zmniejszyly! A co ze sluzbowymi mieszkaniami dozorcow?
30 lipca 2008 at 9:17
zmienić przepisy tak, żeby wilk był syty i owca cała, dozorcy są potrzebni w domach, jak ich nie będzie utoniemy w śmieciach
30 lipca 2008 at 10:01
Jak ktoś był dobrą dozorcą, to wspólnota na pewno go zatrudni.
30 lipca 2008 at 17:57
Mieszkam w dziesięciopiętrowym bloku, w którym jest ok. 160 lokali. Jakiś czas temu po śmierci dozorczyni kolejnego dozorcy nie zatrudniono. Od tamtego czasu sprzątają tu dwie firmy sprzątającej: jedna wewnątrz budynku, druga na zewnątrz. Osoby zatrudnione przez te firmy mają o wiele większy teren do sprzątnięcia (kilka budynków). W budynku czyściej było gdy był dozorca. Ten był w bloku cały czas, teraz jak “się nabrudzi” w piątek ok. 13:00, to sprzątnięte jest dopiero w poniedziałek, zsyp co weekend jest zapychany.
Ale na zewnątrz jest o wiele gorzej. Sprzątający udają, że nie wiedzą gdzie mają sprzątać: “tego nie muszą sprzątać”, “to do nich nie należy”, ZGN nie potrafi ich zmotywować do sprzątania całego terenu, panie siedzą ciągle za biurkami licząc chyba tylko i wyłącznie na telefony od mieszkańców. Najgorzej jest w zimie kiedy spadnie śnieg. Nie ma co liczyć na wieczorne odśnieżanie. Tu gdzie chodnik i podjazd dla samochodów tworzą jedność w ogóle nie jest odgarniane.
Podsumowując: miasto płaci leserom (firmom sprzątającym i ich pracownikom) za niesprzątanie i nikt tego nie kontroluje.
Zawsze się słyszało narzekania na dozorców ale firmy sprzątające ich nie zastąpią, szczególnie w blokach o dużej liczbie mieszkańców, gdzie zawsze znajdą się mieszkańcy-flejtuchy, którzy jak nie mają nasr… (przepraszam za to słowo wykropkowane, ale niestety taka jest prawda) na schodach, to są chorzy.