Najpiękniejszy nasz sen
„Sen o Warszawie“ Czesława Niemena może zostać hymnem stolicy. Z taką propozycją wystąpił jeden z samorządowców. W przyszłym miesiącu sprawą zajmą się radni.
Tekst jest piękny, mówi o przywiązaniu do Warszawy, o więziach, jakie mogą łączyć warszawiaków z miastem, ale też między sobą. Ma pozytywną wymowę – z entuzjazmem wylicza zalety utworu Czesława Niemena pomysłodawca, radny miasta Stanisław Wojtera (PiS). Dodaje, że najpierw zamierza wystąpić do prawników Rady Warszawy z pytaniem, czy ustanowienie tej piosenki hymnem jest możliwe.
28 sierpnia 2008 at 9:01
Hymnem Warszawy powinna być najlepsza piosenka o niej, a tą są “Ferajny” Elda. Ale zrozumiałe, że warszawiacy nie zaakceptowaliby tego, więc może i dobrze. Choć szerze, wolałbym bardziej “Warszawę” T. Love’u.
Ale ta też koniec końców nie jest zła.
Fajna inicjatywa.
28 sierpnia 2008 at 9:05
Warszawo, ty moja Warszawo….
(Piosenka o mojej Warszawie)
i niech sie Cesiek schowa.
28 sierpnia 2008 at 10:29
Hymn ma swoje prawa. Żadna piosenka nie jest hymnem. Wg definicji encyklopedycznej hymn to “uroczysta pieśń narodowa, patriotyczna lub organizacyjna”. “Sen o Warszawie“ nie jest ani uroczysty, ani narodowy, patriotyczny lub organizacyjny, nie jest też pieśnią. Odbiega całkowicie od standardów wymaganych dla hymnów. Tylko zupełny nieuk mógł wystąpić z podobną propozycją.
28 sierpnia 2008 at 11:51
Witam!
Od momentu, kiedy go razem z Włodkiem Seniczem wywaliliśmy z UPR - ten małolat usiłuje swoją indolencję, która była powodem zaliczenia kopniaka w sempiternę ze stanowiska preze-sika - rozgrywać do celów politycznych. Co akurat mnie nie dziwi, jeśli chodzi o środowisko polityczne, w jakim się obraca obecnie.
Uznanie chwytliwej - przyznaję - pioseneczki z poziomu pop-kultury za hymn Miasta Nieujarzmionego, które ma w dorobku swoich mieszkańców przede wszystkim umiłowania wolności i suwerenności kraju, państwa i narodu, jakiemu “stolicuje” MIMO niskiego lotu wypowiedzi i pomysłów bez-radnych, którzy nie rozumieją ducha Warszawy - to byłby przejaw degrengolady klasy politycznej, która nosi w sobie zarodniki takiego zdziczenia obyczajów, jakie zaprezentował ów radny z PiS.
Pan Wydrzycki był artystowcem pewnej klasy (trochę wyższej niż przeciętna PRL, zgadzam się) - ale jednak należącej do kultury masowej, tworzonej z myślą o zaspokojeniu emocji niższego rzędu. Gdzie tu odniesienie, jakie jest związane z pojęciem hymnu - tego czy innego miasta, który powinien wskazywać na wartości najwyższe…?
Poza tym Warszawa ma swój nieformalny hymn - i żadne URZĘDNICZE (znów wyłazi supersocjalistyczny etatyzm PiS-owców) regulacje tego nie zmienią…
Ukłony
28 sierpnia 2008 at 19:04
“Sen o Warszawie” to piękna piosenka, ale wg mnie nie nadaje się na hymn, za to “Warszawianka (1831)”, a przynajmniej jej melodia, byłaby jak najbardziej na miejscu.