Maciej Białek: Matusiaków dwóch, czyli lekcja Fiodora
Koniec 2006 roku. Europejska Unia Piłkarska ogłasza listę największych piłkarskich talentów z poszczególnych krajów Starego Kontynentu. W Polsce zaszczytnym i zobowiązującym tytułem może pochwalić się Radosław Matusiak. W Macedonii – Filip Ivanovski, za którego zaraz Groclin zapłacił 800 tys. euro.
Nic dziwnego, że media bardzo szybko ochrzciły nowego zawodnika klubu Zbigniewa Drzymały (dzisiaj Polonii) „macedońskim Matusiakiem”.
Przez kolejne dwa lata obaj Matusiakowie – nasz i ten z Bałkanów – spuszczali z tonu, zresztą bardzo zgodnie. Aż nastały ostatnie dni sierpnia A. D. 2008. Polski Matusiak, obecnie 26-letni, ustami swojego ojca ogłosił zakończenie kariery. Ivanovski strzelił cztery gole w dwóch meczach ekstraklasy (czyli o jeden mniej niż w całym poprzednim sezonie), zapewniając warszawskiemu klubowi dwa zwycięstwa.
Nowa Polonia ma nowego idola. Z Macedonii. Ten polski gdzieś w Płocku – przy głośnym akompaniamencie mediów – smakuje swoją klęskę.
W tym samym czasie wyczyn Ivanovskiego skopiował Marcin Komorowski. Obrońca, który nie zrobił kariery w Bełchatowie, ŁKS i Zagłębiu Sosnowiec, został w sobotę bohaterem Bytomia. W meczu miejscowej Polonii z Lechią (4: 1) strzelił na bramkę faworyzowanych rywali trzy razy. Efekt? Trzy gole, każdy zdobyty w inny sposób, z czego pierwszy już dzisiaj można ogłosić golem rundy jesiennej. Kto widział, nie żałował. Kto przeoczył, niech zobaczy.
Komorowski, wcześniej rezerwowy w Polonii, strzela lewą nogą. Polecanie go już teraz do kadry byłoby szaleństwem, ale nie zaszkodzi zapomnieć, jak cenieni (nie tylko w Polsce) są lewonożni gracze.
Jak napisał kiedyś Fiodor Dostojewski, „być bohaterem przez minutę, godzinę jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie”, co chyba idealnie puentuje historię Radosława Matusiaka. A zatem, panowie Ivanovski i Komorowski. Gdy uleci świeży zapach drukowanych w nocy z niedzieli na poniedziałek gazet z waszymi nazwiskami w glorii bohaterów, trzeba będzie jeszcze mocniej zakasać rękawy i potwierdzać co tydzień swoje nieprzeciętne możliwości. Po to, żeby w wieku 26 lat nie zaczynać życia od nowa.