P. Dziubłowski: Wyczesane z głowy
W niedzielę miałem wątpliwą przyjemność wracać z Zakopanego wraz z fanami Adama Małysza. Biało-czerwone kapelusze poprzekręcane na zbolałych głowach, niechlujnie dyndające szaliki z orłem w koronie, czerwień igrająca z bielą w spojrzeniach – oto wierny kibic narciarskich skoczków. Po zawodach.
Repertuar muzyczny – bo bez ścieżki dźwiękowej ani rusz – niczym zacinająca się płyta: „Polska, biało czerwoni” przeplatane „Deszczami niespokojnymi” i – by nie było żadnych wątpliwości co do tego, kto i co – przyśpiewką „tak się bawi stolica”. Wykonanie to kolejny dowód na niedoskonałość edukacji muzycznej w Polsce, przekładający się bezpośrednio na niski poziom muzykalności naszego społeczeństwa. Dzień wcześniej przekonał się o tym najsłynniejszy polski Holender – Leo Beenhaker – któremu zachciało się spojrzeć na panoramę Tatr. Na Kasprowym Wierchu szybko został otoczony przez grupkę fan(atyk)ów, przekrzykujących się „eo, Leo, biało-czerwoni”. Niewiele brakowało, a stałby się Latającym Holendrem, bo ludzi sukcesu rodacy potrafią wynieść pod niebo zawsze i wszędzie. W pociągu byli i pasażerowie z łagodniejszym usposobieniem, także powracający z zawodów Pucharu Świata. Elita. Kibice intelektualiści. – Nie jestem taką fanką Małysza, żeby wszędzie za nim chodzić – przyznała pani w szarym płaszczu. – Bo Małysz się skończył – wymamrotał stojący obok pan, którego wąs ociekał pianką z nielegalnie handlowanego w Warsie piwa. Cóż, niektóre z zakazów rzeczywiście są po to, by je łamać, tak jak łamie się wiara w tych, którzy – urodzeni, by wygrywać – przestają odnosić sukcesy. Śpiewał niegdyś o tym Paweł Kukiz: „Przez trzy sezony nas oszukiwał/Tylko udawał, że umie skakać/Tylko udawał, że wygrywa/Kłamał, że można daleko latać (…) Małysz to zdrajca! Małysz to oszust! Nie umiał skakać od początku! On nas okłamał! On nas oszukał! W orła rozpaczy biało-czerwona!”. Tekst piosenki „Pieśń o Małyszu, czyli frustracje sprawozdawcy sportowego” niektórzy odebrali z nienależytą powagą, wytykając liderowi Piersi co najmniej nietakt. Jak widać, słychać i czuć, frustracja to nasza cecha narodowa.