A. Kilian: WMFF – coraz bliżej zwykłego człowieka

akilian.jpgFilmy o ludziach i dla ludzi”. To hasło towarzyszy Warszawskiemu Międzynarodowemu Festiwalowi Filmowemu – największej kinowej imprezie stolicy – od kilku lat. Jego dyrektor Stefan Laudyn przy każdej okazji podkreśla adekwatność owego zdania w stosunku do festiwalowego programu. Twierdzi, że filmy prezentowane na WMFF mają być wyzbyte udziwnień i dalekie od awangardy.

Nie widzę w obraniu takiego stanowiska niczego złego – obraz filmowy powinien być przede wszystkim dobrze opowiedzianą historią, a forma, którą obierze autor, to już sprawa mniejszej wagi.

W tym roku warszawska impreza jeszcze bardziej wychodzi do ludzi. W związku z niezasłużoną, a spowodowaną względami administracyjno-prawnymi agonią kina Luna festiwalowe seanse będą się od tego roku odbywać, oprócz Kinoteki, w Multikinie – multipleksie w galerii handlowej Złote Tarasy. W budynku postrzeganym dotąd jedynie jako mekka warszawskich konsumentów.

To, po pierwsze, bardzo wygodne, bo pomiędzy seansami wreszcie będzie można coś przekąsić lub wypić kawę. Po drugie, choć ten festiwal dodatkowej reklamy już nie potrzebuje, to ma szansę zdobyć tzw. przypadkowego widza, klienta zakupowicza, który „zaliczy” jakiś seans z ciekawości, zakocha się w dobrym kinie i zostanie fanem WMFF. Zwłaszcza gdy uda mu się kupić bilet na pokaz, np. „Adoracji” Atoma Egoyana, „Barcelony (mapy)” Ventury Ponsa lub „Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz” Sidneya Lumeta – nowych obrazów mistrzów, na które czekaliśmy.

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające sformułowania agresywnie obraźliwe (nawet wobec polityków) nie mają szans na publikację.