Oddziały już prywatne
Na terenie sześciu z dziesięciu szpitali, których założycielem jest miasto, działają komercyjne firmy. Prowadzą m.in. stacje dializ oraz gabinety diagnostyczne.
Na terenie sześciu z dziesięciu szpitali, których założycielem jest miasto, działają komercyjne firmy. Prowadzą m.in. stacje dializ oraz gabinety diagnostyczne.
24 października 2008 at 8:44
O tym, że nie zawsze jest tak różowo, gdy prywatna firma podnajmie budynek lub jego część i przejmie zadania SP ZOZ-u, widać w przychodni chorub płuc i gruźlicy na skorupki. No, ale jak sie chce coś udowodnić lub do czegoś doprowadzić, to nie można pokazać dwóch stron medalu. To raz. A dwa, to w specjalistyce czy diagnostyce może to zadziałać, i często działa. Ale nie wyobrażam sobie prywaciarza w neurochirurgii, kardiochirurgii czy onkologii. Tam koszty są nieporównalnie większe, czesto w celu leczenia pacjenta rosna lawinowo, z godziny na godzinę, często generują stratę. Tylko publiczna służba zdrowia, za którą stoi państwo ze swoim majątkiem i autorytetem jest w stanie udźwignąć “medycynę wyższych lotów”. Ale z boku prywaciaz z rentgenem, USG czy okulistą i laryngologiem może funkcjonować. Przytnie koszty. Parę razy, gdy wyczuje bogatszego klienta zada pytanie - “to na fundusz za 3 miesiące, czy prywatnie za trzy minuty?”. I działa, lekaże zarabiają kasę. Tajemnicom poliszynela jest, że lekarze tłuką chałtury u prywaciarza, ale bardzo niechętnie rezygnują choćby z części etatu w publicznym szpitalu. Bo to działa jak magnes niezrozumiałego i irracjonalnego marketingu zdrowotnego. Wiele razy słyszałem - chcesz się dostać do szpitala, idź do profesora/ordynatora do prywatnej przychodni na Nowym Świecie czy Marszałkowskiej. I ręka rękę myje, a w prywatnym czysto ciepło i od ręki.