I. Kraj: Interes miasta – czyli czyj?
Kierowcy, którzy codziennie utykają w korku przy Płowieckiej i Marsa mają prawo kląć siarczyście na widok jednego autokomisu, który mijają. Gdyby go nie było, mknęliby bezkolizyjnymi estakadami. W interesie kierowców jest więc, by urzędnicy jak najszybciej wywłaszczyli właścicieli działki, która od lat blokuje inwestycję i by te estakady jak najszybciej powstały.
W interesie właścicieli tej zawalidrogi jest zaś wyciągnięcie od ratusza godziwego odszkodowania. Bo skoro w latach 90. urzędnicy pozwolili im budować autokomis, to dlaczego teraz oni, czyli właściciele, mają na tym stracić. A w interesie ratusza jest mieć drogę i zapłacić jak najmniej. Czy te interesy są do pogodzenia? Może byłyby w Londynie czy Berlinie, gdzie buduje się dużo i szybko. Ale w Warszawie podejmowanie decyzji idzie bardzo opornie. Latami ciągnie się spór o budynek na środku ul. Powstańców Śląskich, który jezdnia, mocno zwężona, musi omijać łukiem. Z podobnych powodów dotąd nie można było poszerzyć ul. Modlińskiej. Teraz ratusz ma w ręku specustawę, która interes publiczny stawia ponad prywatny i pozwala urzędnikom wywłaszczać właścicieli nieruchomości blokujących inwestycje. W przypadku Modlińskiej już zadziałała – właściciel działki został zmuszony do opuszczenia jej, a o większe odszkodowanie może walczyć w sądzie. Czy przy komisie przy Płowieckiej też potrzeba tak drastycznych narzędzi? Kierowcom metody są obojętne. Liczy się czas. Bo ten stracony w korkach da się przeliczyć na realne pieniądze. Tylko kierowcy nie mają szans na odszkodowanie za tę stratę.
31 marca 2008 at 9:26
Szanowny Panie,
ta specustawa legalizuje bandytyzm w biały dzień, ba jak można inaczej nazwać odbieranie ludziom ich działki płacąc im tzw. odszkodowanie
w wysokości znacznie poniżej wartości tej działki. Moim zdaniem miasto powinno znaleźć inną działkę o porównywalnej wartości, a następnie dokonać zamiany, pokrywając również wszelkie koszta związane z tą zamianą.
31 marca 2008 at 22:14
jak trzeba to powinien tam jakis wynajety ruski tirem wjechać prosto i wyrwać chwasta z korzeniami. na warchoów i pienicazy tylko siłą- tylko pałąpo mordzie zrozumie -mówie serio
1 kwietnia 2008 at 10:41
Kropka !
masz racje bandytyzm to za mało powiedziane.
w tym rejonie o poszanowaniu cudzej włąsności to niewielu już pamieta !
2 kwietnia 2008 at 9:02
Z tego co wiem - miasto proponowało działki na zamianę, odszkodowanie w wartości rynkowej i nic. Właściciel postanowił na tym zarobić. A o tym poszanowaniu własności to przekonaliśmy się już w Zakopanem i Szczyrku, gdy płotami poszatkowano stoki narciarskie i nie zarabiał nikt, może poza Słowakami, gdzie przenieśli się narciarze. A gdyby tak właściciele milionów już przecież samochodów, którzy wypalają tysiące litrów paliwa i spóźniają się do pracy wytoczyli procesy właścicielom autokomisu to myślę, że dwudziestu pokoleń by im brakło na spłatę odszkodowań
2 kwietnia 2008 at 21:59
To nie jest wina BogdanCara, ani urzędników miasta, tylko polskiego prawa. Dawno powinna się odbyć rozprawa w sądzie [ moim zdaniem, bez możliwości zaskarżenia]. Sąd powinien wyznaczyc godziwą [ale niewygórowaną] sumę, miasto powinno wypłacić a my powinniśmy już od trzech lat jeździć estakadą. W takich wypadkach powinny skonczyć się zaskarżenia z mocą wstrzymywania inwestycjii. W tym duchu idzie spec ustawa, ale ją też można zaskarżyć. Własciciele komisu nie powinni dostać tego terenu na własność, tyko w dzierżawę z możliwoscią natychmiastowego wypowiedzenia umowy, przezs miasto. Czasami też miasto powinno bardziej myślec o mieszkańcach niż o bilansie w kasie, może warto było sypnąć groszem żeby szybko załatwić sprawę. No ale jak ktoś jest taką kutwą jak HGW, to trudno sie dziwić że stoimy w korkach tyle czasu.
2 kwietnia 2008 at 22:21
mój pomysł na komunikację
http://odredakcji.blox.pl/2008/03/Pomysl-na-komunikacje.html
2 kwietnia 2008 at 23:26
“Właściciel postanowił na wywłaszczeniu zarobić”? a może “właściciel postanowil na wywłaszczeniu nie stracić”? O ile pamiętam, właściciele komisu mieli jakieś żądania konkretnych działek zamiennych, ale ich nie dostali. Na proponowane im działki zamienne sami znów sie nie zgodzili, bo im widocznie nie odpowiadały. Widać tu wyraźnie brak woli kompromisu. Twierdze jednak, że brak woli ze strony miasta, które w tym sporze jest strona silniejszą i narzuca swoje stanowisko, nie oglądając sie na interes właściciela. Niestety, specustawa wcale nie pomoże miastu budować dróg szybciej, pomoże jedynie pognębić właściciela skuteczniej. Ale jeśli właściciel wykaże się determinacją (i jesli bedzie go na to stać), uzyska sprawiedliwosc w sądzie.