M. Miłosz: Dlaczego znów wyważamy otwarte drzwi?
Muzeum Powstania Warszawskiego za ponad 200 tys. euro nabyło „bezcenną” kolekcję listów i znaczków z okresu powstania. W ciągu kilku dni wielkie firmy PKO BP i TP SA do spółki z Ministerstwem Kultury wysupłały potrzebne fundusze. I chwała im za to!
Otworzono nawet „specjalne konto na zakup najcenniejszych pamiątek”, ponieważ „ostatnie wydarzenia pokazały konieczność uruchomienia takiego konta”. Kraj nad Wisłą ogarnęła prawdziwa „euforia pamiątkowo-powstańcza”. Warto jednak zapytać, dlaczego wszystko działo się tak szybko? To, że kolekcja zostanie wystawiona na sprzedaż w środowisku filatelistycznym było wiadomo od początku stycznia. Do aukcji można się było bardzo dobrze przygotować. Muzeum dowiedziało się o tym zaledwie kilka dni temu. Dramatyczne opowieści o tym, że dom aukcyjny miał kilku innych kupców nie trzymają się kupy, bo fachowcy wartość kolekcji wyceniają znacznie poniżej ceny, jaką zapłaciło muzeum. Pojawiają się głosy, że kolekcja została przygotowana specjalnie „pod kupca”, czyli wiadomym było, że któraś z polskich placówek kulturalnych skusi się na jego zakup. Podkreślam raz jeszcze, jestem wielkim zwolennikiem gromadzenia pamiątek i wszelkich dokumentów dotyczących naszej historii. Z tym że jeśli uda nam się do tego nieco lepiej przygotować, to za podobne pieniądze takich pamiątek uda nam się zdobyć zdecydowanie więcej. Niestety zamiast zacząć od wyprowadzenia skromnych pionków, my jak zwykle od razu wytaczamy figury znacznie cięższe… Szach i mat!