Adam Ciesielski: Powołajmy Praską Republikę Wyobraźni
27 marca 2008
Marek Nowakowski napisał przed tygodniem, że Warszawa, przez tyle wieków srogo doświadczana, znów staje się tworem bez historii i pamięci, mekką pieniądza i biznesu, w której ostatni warszawiacy czują się jak Indianie w kurczącym się z roku na rok rezerwacie.
Coś jest na rzeczy, ale trudno się zgodzić z tak katastroficzną wizją. Znam wiele miejsc piękniejszych, ale, żyjąc tu kilka dziesiątków lat, stale odkrywam nowe, fascynujące klimaty miasta. W czasach studenckich obok rodzinnych, zachodnich obrzeży Warszawy najbliższe było mi centrum z uniwersytetem, teatrami, klubami – starymi Hybrydami i Stodołą. 25 lat temu przeniosłem się na Pragę, stając się zaprzysięgłym fanem tej charakternej dzielnicy, nim nastała na nią moda.
Tu się żyje! W kamienicy na Stalowej przyjaźnią zaszczycał mnie pionier polskiego jazzu Juliusz Skowroński, a w sąsiedztwie mieszkał inny wspaniały jazzman – Sławek Kulpowicz. Teraz mam pod nosem buzujące pomysłami zagłębie kulturalne przy ul. 11 Listopada, gdzie działa teatr i cztery kluby. Blisko mam Inżynierską, gdzie w dawnych magazynach pracownie mają m.in. Paweł Althamer i Katarzyna Kozyra. Rzut beretem jest teatr Wytwórnia przy Ząbkowskiej i tętniąca życiem sztuki Fabryka Trzciny przy Otwockiej. Najwyższy czas powołać Praską Republikę Wyobraźni. Podobną do Republiki Artystów istniejącej na wileńskim Zarzeczu i będącej wielką atrakcją stolicy Litwy. Zamiast katastroficznie szukać Indian w rezerwatach, uśmiechnijmy się do wizji praskiego Mont Martre’u! Dlaczego nie?
Od 40 lat autor jest dziennikarzem „ŻW”
