Archiwum dla ‘Agata Sabała’ Kategoria

Turyści: nudno tu

17 marca 2008

 

francuskie-turystki.jpg

Restauracje zamykane o godz. 22, nietolerancyjni bramkarze w nocnych klubach, brak dobrych informatorów i za mało ciekawych galerii oraz muzeów – tak zagraniczni turyści postrzegają Warszawę. - To niesamowite miasto – nie ma wątpliwości Niemiec Johann Hildebrandt, którego spotkaliśmy na Starym Mieście. – Moim zdaniem, jest jedyną stolicą, która o 22 idzie spać!

Johann przyjechał do Warszawy na kilka dni. Miał zamiar obejrzeć kilka zabytków i spróbować naszej kuchni.– Kiedy tylko w hotelu odpocząłem po podróży, poszedłem na Starówkę. Myślałem, że uda mi się obejrzeć kamienice i przy okazji zjeść gdzieś kolację. Ale kiedy usiadłem przy stoliku, usłyszałem od kelnera, że właśnie zamykają kuchnię! To był dla mnie szok, zwłaszcza że było jeszcze dużo gości. Sytuacja powtórzyła się jeszcze w kilku innych knajpkach. Z polskich specjałów udało mi się więc… zjeść kebab – śmieje się Niemiec.

Przeczytaj cały artykuł 

Testy na HIV czy na czyste sumienie?

27 lutego 2008

asabala2.jpgWieczór kawalerski, świetna zabawa z kolegami, dużo alkoholu. O północy przyjeżdża zamówiona dziewczyna. Przyszły pan młody musi się ostatni raz zabawić. Nic się nie stało koledzy przecież nie powiedzą. Kierowca TIR-a w długiej trasie. Z prostytutką to przecież nie zdrada, właściwie to tylko nudził się tyle godzin za kółkiem. Potem wracają do żon, narzeczonych, dziewczyn, zapominają.

Problem HIV u tirówek mnie nie dotyczy – czy tak pomyśleliście Drogi czytelniku i Droga Czytelniczko po przeczytaniu artykułu? Dotyczy każdego, komu chociaż raz zdarzyło się uprawiać seks bez zabezpieczenia z partnerem, co do którego nie mamy 100 procent pewności, że jest zdrowy.

Macie czyste sumienie? To nie musi być prostytutka czy chłopak poznany na dyskotece. HIV bardzo długo nie daje żadnych objawów. Można zarazić się od stałego partnera, nie ma znaczenia czy trafiliśmy do jego łóżka na pierwszej czy dwudziestej randce. Jeśli nie robiliście testu na obecność wirusa, nie używacie zawsze prezerwatywy, tej pewności nie macie.

Oburza Was, że klienci żądają seksu bez zabezpieczenia, a tirówki nie przejmują się wynikami testu? Nie badając się, postępujecie tak samo. A właściwie postępujemy, bo jakoś nie mogę znaleźć czasu, żeby zrobić badania. Może razem się wybierzemy?

Tunel wzdłuż Wisły, most bez wjazdu, kładka donikąd

13 lutego 2008

asabala1.jpgPo co jest ta kładka? Właśnie, po co? Otóż to! Nikt nie wie po co, dlatego nie trzeba się obawiać, że ktoś zapyta. Ta kładka odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest kładka na skalę naszych możliwości. Co my robimy tą kładką? My otwieramy oczy niedowiarkom.

Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo, i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest kładka społeczna, w oparciu o sześć instytucji, która sobie zgnije do jesieni na świeżym powietrzu. Czy z kładką na Stadion Narodowy będzie jak ze słomianym misiem?

Pomysł podoba się wszystkim. Tylko nikt nie wie, czy kładka jest potrzebna, czy będzie funkcjonalna, dokąd będzie prowadzić, i czy kibice na lewym brzegu Wisły nie wylądują na środku Wisłostrady albo w krzakach.

Mamy już niezliczoną liczbę komitetów, koordynatorów i zespołów do spraw organizacji Euro 2012. Jednak nikt nie pofatygował się, żeby porozmawiać o pomyśle z władzami Warszawy. Mnożą się też projekty Euro: jak stadion, to i metro, i kładka na stadion. Jak kładka, to przebudowa fragmentu Powiśla, przy okazji uregulowanie brzegów rzeki… I zdążyć ze wszystkim do 2012 roku.

Euro jest szansą dla miast organizatorów, można przy okazji mistrzostw wiele zmodernizować i wybudować. Czasu jest jednak tak niewiele, że warto sobie postawić pytanie: co jest nam naprawdę potrzebne i co będziemy mogli wykorzystywać także po kilku meczach. Inaczej dorobimy się w stolicy kolejnych absurdów, jak tunel wzdłuż Wisły czy niefunkcjonalny most Świętokrzyski.

A miało być z górki… Szczęśliwickiej

7 lutego 2008

asabala.jpgPrzy dźwiękach „The Final Countdown” zespołu Europe wiceprezydent miasta wcisnął guzik w centrum dowodzenia Górką Szczęśliwicką i ruszył wyciąg na jedyny stok narciarski w Warszawie. Ze szczytu, pięknie wchodząc w zakręty, zjechał pierwszy narciarz. Dwaj wiceprezydenci wsiedli na krzesełka i wjechali na szczyt podziwiać widoki. Tuż za nimi grupa roześmianych dzieci i kolejni narciarze – wszyscy zaproszeni dla urozmaicenia konferencji.

Zabrakło tylko dymów, z jakich wyłaniał się niedawno nowy tramwaj. Były przemówienia, podziękowania. Że pani prezydent obiecała w kampanii (cóż, że półtora roku temu) i słowa dotrzymała. Że udało się urochomić wyciąg dla warszawiaków (cóż, że rok temu też się udało, ale tylko na chwilę), że całkiem za darmo i akurat na ferie.

Miasto odtrąbiło sukces, który sukcesem nie jest. Rozmowy z firmą Energopol, która dzierżawi stok, trwają od lat. Miasto zapewnia, że tym razem zakończą się w marcu i górka znowu będzie miejska i otwarta przez cały rok. Co jeśli rozmowy się przedłużą? Co jeśli nie uda się wypracować kompromisu?

– Musimy być optymistami – zapewniają urzędnicy. Wygląda na to, że gala miała odwrócić uwagę od tego, że sukces jest bardzo pozorny i może zamienić się w kolejną porażkę. Wspomniany tramwaj zepsuł się już pierwszego dnia. Oby wyciąg narciarski nie podzielił jego losu.