Maciej Białek: Trafalgar, Lipsk i Waterloo w jednym
30 marca 2009
Dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych – mówił Napoleon. Jak się okazało w Belfaście, dla kadry Leo Beenhakkera również.
Podobno każda drużyna co kilka lat ma swoje Waterloo. W 2001 roku Niemcy ulegli u siebie Anglii 1:5, z kolei Anglicy w kwalifikacjach Euro 2008 przegrali z pewną awansu Chorwacją 2:3. Jesienią 2004 roku Rosja uległa Portugalii 1:7, która chwilę wcześniej zremisowała 2:2 z Liechtensteinem.
Niestety, Polska wyłamuje się z reguły o jednym Waterloo. W ciągu ostatniego roku co druga potyczka to porażka lub remis w żenującym stylu. Marzec 2008 r. – 0:3 u siebie z USA, czerwiec – 1:1 z Austrią (pierwsza połowa!) i porażka 0:1 z rezerwami Chorwacji. W sierpniu koszmarek z Ukrainą (0:1), we wrześniu wpadka u siebie ze Słowenią (0:0, blamaż od 30. minuty), a w październiku dno na Słowacji (1:2).
To już nie jest jedno Waterloo. To, trzymając się historii Napoleona, klęski pod Abu Kirem, Trafalgarem, kampania moskiewska, Bitwa Narodów pod Lipskiem i Waterloo w jednym.
Po ucieczce z Elby Napoleon miał swoje słynne 100 dni. Leo, po klęsce w Austrii, dostał już ponad dziewięć miesięcy. Przykro pisać, ale to chyba o dziewięć miesięcy za dużo.






Koniec 2006 roku. Europejska Unia Piłkarska ogłasza listę największych piłkarskich talentów z poszczególnych krajów Starego Kontynentu. W Polsce zaszczytnym i zobowiązującym tytułem może pochwalić się Radosław Matusiak. W Macedonii – Filip Ivanovski, za którego zaraz Groclin zapłacił 800 tys. euro.