Archiwum dla ‘Tomasz Sobiecki’ Kategoria

Nasze ćwierćwiecze z budową metra

24 września 2008

tsobiecki1.jpg

Chłodny, ale słoneczny, jesienny świt. Promienie słońca delikatnie odbijają się w rosie pokrywającej rozległe plantacje kapusty. W niedalekim Lesie Kabackim budzą się ptaki. Poza tym cisza i spokój.

Sielski, typowo mazowiecki krajobraz psuje tylko jedna rzecz – ogromna wyrwa przecinająca pola, prowadząca w kierunku oddalonego o kilka kilometrów Ursynowa…

Tak zapamiętałem mój pierwszy poranek na „cieciówce”, czyli na posterunku stróża pilnującego w końcu lat 80. budowy metra na Kabatach. Dla ówczesnego studenta była to nie lada gratka: za duże jak na tamte czasy pieniądze trzeba było posprzątać barak robotników, o godz. 7 otworzyć bramę dla ciężarówek, pospisywać ich numery rejestracyjne, a tuż po godz. 15 (wtedy bardzo rzadko pracowano dłużej) wypuścić robotników i zamknąć bramę.

Mieliśmy też „dbać o bezpieczeństwo przeciwpożarowe” oraz robić nocne „obchody dozorowanego terenu”, ale komu się chciało? Przecież jeśli ktoś chciał coś ukraść (przepraszam: zakombinować), to i tak zrobił to w biały dzień i jeszcze użył do transportu państwowego samochodu. Koledzy z „cieciówki” opowiadali wprawdzie, że był taki jeden, co się postawił i groził wezwaniem milicji, ale potem nikt już go więcej na budowie nie widział…

Co jeszcze pamiętam z ówczesnych Kabat? Na pewno obraz dziewczyny, przedzierającej się kilometrami przez plac budowy ze słoikami pulpetów i fasolki po bretońsku (podstawa „cieciówkowej” diety). Oczywiście naszą powieść, do której każdy ze studentów cieciówkowiczów dopisywał fragment na tyle zawikłany, żeby kolega podejmujący wątek miał jak najtrudniejsze zadanie. No i palący smak wódki Bałtyk pitej w brudnych blaszanych kubkach („ty, student, fajrant jest, zostaw te szczotkę i chodź łyknąć”).

Trwająca ćwierć wieku budowa metra w jakimś stopniu wpisała się w moje życie zarówno osobiste (ta dziewczyna od słoików jest dziś moją żoną, a wiele przyjaźni z „cieciówki” przetrwało do teraz), jak i zawodowe (kiedyś sam na łamach ursynowskiego „Pasma” opisywałem budowę metra, dziś proszę o to dziennikarzy „Życia Warszawy”). Na pewno o wiele bardziej ciekawe wspomnienia mają tysiące warszawiaków. Bo wraz z kolejnymi budowanymi stacjami zmienialiśmy się my, nasze miasto… Choć to dziś banał, nikt wtedy nie przewidywał, że do Huty dojedziemy w innym ustroju.

Wczoraj robotnicy zeszli z placu budowy. Za kilka tygodni (a może nieco później) pojedziemy od Kabat do Huty. Mamy więc propozycję dla Czytelników „Życia Warszawy” – przypomnijmy sobie, jak z tym metrem i nami było. Czekamy na Państwa wspomnienia i przygody – te sprzed ćwierćwiecza, jak i sprzed kilku dni. Czekamy na zdjęcia – te z kliszy ORWO, jak i z cyfrówki.

Bo na przykład na „cieciówce” robiliśmy sobie fotki ze specjalnym mieczem (kawałek pręta zbrojeniowego z przyspawaną wielką mutrą), wraz z którym staliśmy na straży państwowego cementu…

Podziel się z Życiem Warszawy swoimi wspomnieniami związanych z metrem. A może znasz ciekawą historię, która przydarzyła się Twojemu znajomemu? Słyszałeś niesamowite opowieści o metrze i jego budowie? Napisz do nas: metro@zw.com.pl

T. Sobiecki: Warszawa się zmienia, a my razem z nią

1 lutego 2008

tsobiecki1.jpgDrodzy Czytelnicy, od dzisiaj kieruję redakcją Życia Warszawy. To właśnie ta gazeta na stronach miejskich kilkanaście lat temu wydrukowała mój pierwszy tekst dziennikarski… Przez ten czas zmieniło się ŻW, zmieniła się Warszawa.

Nowoczesne biurowce ściana w ścianę ze zrujnowanymi kamienicami; artystyczne galerie przy ulicach, którymi nawet teraz strach przejść… To miasto kontrastów. Miasto, na które lubią narzekać prawie wszyscy warszawiacy, a które mimo to wciąż przyciąga tysiące ludzi z całej Polski. „Życie Warszawy” przygląda się tym narzekaniom i migracjom od ponad 60 lat. Chciałbym, by było ono jeszcze bliżej najważniejszych dla miasta wydarzeń, ale potrafiło też pokazywać nieznane strony Warszawy. By informowało i opisywało, ale również radziło i polecało. Po prostu – by pomagało Państwu tu żyć. Warszawa to przecież nie tylko szkoła, praca – to także liczone w dziesiątki imprezy i ciekawsze akcje, to setki miejsc do zobaczenia i pomysłów na spędzenie wolnego czasu. Doradzimy, dokąd warto pójść, co zrobić. A warto na pewno poznać historię Warszawy. Tę wielką i tę lokalną, którą często mijamy, nie zdając sobie sprawy, jak jest ciekawa. Bo, jak mówi Olgierd Budrewicz, varsavianista i znany globtroter, który zawsze wraca na ukochany Żoliborz, „jeśli ktoś chce się nazywać warszawiakiem, powinien choć trochę znać historię Warszawy”. Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy czują się warszawiakami. I to dla nich chcemy robić tę gazetę.