Nasze ćwierćwiecze z budową metra
24 września 2008Chłodny, ale słoneczny, jesienny świt. Promienie słońca delikatnie odbijają się w rosie pokrywającej rozległe plantacje kapusty. W niedalekim Lesie Kabackim budzą się ptaki. Poza tym cisza i spokój.
Sielski, typowo mazowiecki krajobraz psuje tylko jedna rzecz – ogromna wyrwa przecinająca pola, prowadząca w kierunku oddalonego o kilka kilometrów Ursynowa…
Tak zapamiętałem mój pierwszy poranek na „cieciówce”, czyli na posterunku stróża pilnującego w końcu lat 80. budowy metra na Kabatach. Dla ówczesnego studenta była to nie lada gratka: za duże jak na tamte czasy pieniądze trzeba było posprzątać barak robotników, o godz. 7 otworzyć bramę dla ciężarówek, pospisywać ich numery rejestracyjne, a tuż po godz. 15 (wtedy bardzo rzadko pracowano dłużej) wypuścić robotników i zamknąć bramę.
Mieliśmy też „dbać o bezpieczeństwo przeciwpożarowe” oraz robić nocne „obchody dozorowanego terenu”, ale komu się chciało? Przecież jeśli ktoś chciał coś ukraść (przepraszam: zakombinować), to i tak zrobił to w biały dzień i jeszcze użył do transportu państwowego samochodu. Koledzy z „cieciówki” opowiadali wprawdzie, że był taki jeden, co się postawił i groził wezwaniem milicji, ale potem nikt już go więcej na budowie nie widział…
Co jeszcze pamiętam z ówczesnych Kabat? Na pewno obraz dziewczyny, przedzierającej się kilometrami przez plac budowy ze słoikami pulpetów i fasolki po bretońsku (podstawa „cieciówkowej” diety). Oczywiście naszą powieść, do której każdy ze studentów cieciówkowiczów dopisywał fragment na tyle zawikłany, żeby kolega podejmujący wątek miał jak najtrudniejsze zadanie. No i palący smak wódki Bałtyk pitej w brudnych blaszanych kubkach („ty, student, fajrant jest, zostaw te szczotkę i chodź łyknąć”).
Trwająca ćwierć wieku budowa metra w jakimś stopniu wpisała się w moje życie zarówno osobiste (ta dziewczyna od słoików jest dziś moją żoną, a wiele przyjaźni z „cieciówki” przetrwało do teraz), jak i zawodowe (kiedyś sam na łamach ursynowskiego „Pasma” opisywałem budowę metra, dziś proszę o to dziennikarzy „Życia Warszawy”). Na pewno o wiele bardziej ciekawe wspomnienia mają tysiące warszawiaków. Bo wraz z kolejnymi budowanymi stacjami zmienialiśmy się my, nasze miasto… Choć to dziś banał, nikt wtedy nie przewidywał, że do Huty dojedziemy w innym ustroju.
Wczoraj robotnicy zeszli z placu budowy. Za kilka tygodni (a może nieco później) pojedziemy od Kabat do Huty. Mamy więc propozycję dla Czytelników „Życia Warszawy” – przypomnijmy sobie, jak z tym metrem i nami było. Czekamy na Państwa wspomnienia i przygody – te sprzed ćwierćwiecza, jak i sprzed kilku dni. Czekamy na zdjęcia – te z kliszy ORWO, jak i z cyfrówki.
Bo na przykład na „cieciówce” robiliśmy sobie fotki ze specjalnym mieczem (kawałek pręta zbrojeniowego z przyspawaną wielką mutrą), wraz z którym staliśmy na straży państwowego cementu…
Podziel się z Życiem Warszawy swoimi wspomnieniami związanych z metrem. A może znasz ciekawą historię, która przydarzyła się Twojemu znajomemu? Słyszałeś niesamowite opowieści o metrze i jego budowie? Napisz do nas: metro@zw.com.pl

