M. Białek: Nie wydawać tych pieniędzy na sędziów
31 stycznia 2008
Pamiętam, jak kilka lat temu działacz jednej z polskich drużyn ekstraklasy patrzył błagalnym wzrokiem na kalendarz. Do przelania na konto owego klubu kolejnej transzy z Canal Plus pozostawał jeszcze tydzień. Dla niego ten czas był całą wiecznością, zwłaszcza że w tle słyszał pukanie piłkarzy do drzwi. Czekali na wypłatę zaległych wynagrodzeń.
Teraz Canal Plus będzie jeszcze hojniejszy. Z szacunkowych obliczeń wychodzi nam 12 mln zł rocznie dla najlepszej drużyny, a sześć mln zł dla najsłabszej. Niemało. Te sześć milionów to więcej niż całoroczny budżet Polonii Bytom.
Za taką kasę można utrzymać kilka drużyn juniorów, wyposażyć klub w podgrzewaną murawę, zafundować sobie sztuczną nawierzchnię na bocznym boisku i poprawić kwestie bezpieczeństwa na stadionie (kibole często niszczą ogrodzenie i bramy wejściowe). Pomysłów może być mnóstwo, jeden lepszy od drugiego.
No dobrze, koniec bujania w obłokach. W ostatnich latach polskie kluby też nie mogły narzekać na brak funduszy z Canal Plus (przynajmniej po dwa mln zł rocznie), ale jakoś nie przypominam sobie, żeby rzuciły się do wydawania tych pieniędzy na zbożne cele. O ile pobieranie z miejskich kas środków na sfinansowanie podgrzewanej murawy jeszcze rozumiem (ligowe obiekty w większości są miejskie), o tyle nie mieści mi się w głowie zatrudnianie po trzydziestu kiepskiej jakości piłkarzy i płacenie im niemoralnie wysokich pensji.
Cztery lata temu ówczesny prezes Zagłębia Lubin Jacek Kardela mówił na łamach „Rzeczpospolitej”, że logika ekonomiczna nakazuje przeznaczyć na płace 30 proc. rocznego budżetu, ale nie jest w stanie podać daty, kiedy logika przybędzie do klubu.
Gorzej, że do wielu klubów nie zawitała również uczciwość. Sędziowie oszuści zacierali ręce na słuch o pieniądzach płaconych drużynom przez Canal Plus. Rozpasali się aż miło. Czy ich następcy, słysząc o nowej umowie, też zacierają ręce?






Żałoba narodowa to – jak czytamy w encyklopedii – rodzaj hołdu złożonego wybitnej osobie lub ofiarom tragedii. Ogłaszają ją władze państwowe i w tym czasie zaleca się nie tylko wstrzymanie od zabawy, ale i zmianę treści programów telewizyjnych.
Wszystko wskazuje na to, że dziś czekać nas będzie komunikacyjna hekatomba. Kierowcy ciężarówek w proteście przeciwko protestowi celników będą blokować stolicę. W wolnym kraju każdy ma prawo, by wyrażać swój sprzeciw.
W Hollywood od jedenastu tygodni strajkują scenarzyści. Solidarność z nimi wyrazili aktorzy i reżyserzy, bojkotując ceremonię przyznania Złotych Globów. Zamiast tysięcy błysków fleszy, czerwonego dywanu i kreacji od wziętych projektantów, była tylko półgodzinna konferencja prasowa, podczas której bez zbędnej dramaturgii przeczytano nazwiska laureatów. Jeszcze kilka odwołanych gal i strajkować zaczną fotoreporterzy i kreatorzy mody…
„Jakaż jest różnica pomiędzy sławą, za którą się płaci, a sławą, na której się zarabia!” – pisał Gombrowicz w „Dziennikach”. Po upływie przeszło pół wieku, patrząc na to twierdzenie z perspektywy polskiego kibica, można – ze zrozumiałą nieśmiałością – podjąć próbę jego rozwinięcia.