Przy okazji pisania tekstu o odkrytym napisie „Polska żyje” z okresu okupacji zwiedziłam całą kamienicę przy Emilii Plater 7. Ponury budynek nie zwraca na siebie uwagi. Gdy jednak wejdziemy do środka, odkryjemy dużo secesyjnych drobiazgów.
Dom powstał w 1910 roku. Na szczęście fasada kamienicy zachowała się w 100 procentach. Jest dosyć uproszczona w formie. Podobnie jak wnętrze klatki schodowej. Nie jest bogate w detale, ale linia secesyjna jest wyraźnie widoczna.
Portal udekorowany roślinami.
Charakterystyczne balustrady klatki schodowej.
Niestety część rozszerzającej się falistej sztukaterii na suficie nie zachowała się. Ale jest możliwość odtworzenia dekoracji, ponieważ tworzy lustrzane odbicie.
Zaniedbana brama w niczym nie przypomina dawnej świetności. I jak widać mało w niej secesji.
W bramie uchowała się posadzka. Właściwie jej fragment.
A może ktoś z Czytelników potrafi odpowiedzieć na pytanie, jaka jest historia tego budynku?
Czytaj też: http://www.zw.com.pl/artykul/445848.html
8 lutego 2010 18:13
Śródmieście powinno się wstydzić, że nie remontuje tych starych kamienic!
8 lutego 2010 21:01
Domyślam się, że są roszczenia. Wówczs miasto nie wykłada na remont - tak źle i tak również niedobrze. Powinno się jak najszybciej zakończyć postępowania reprywatyzacyjnej zwracając kamienice bądź też załatwiając sprawę odmownie. W obu wypadkach jest wówczas szansa, że coś zacznie się dziać. A sytuacja, w któej zablokowane są remonty jest najgorsza z możliwych…
8 lutego 2010 22:19
To prawdziwa miłość!
Czytam tak sobie czasem te wpisy na tym blogu, czytam i widzę, że autorka czuje to co ja. Miłość do Warszawy. Tej prawdziwej, niewidocznej dla przyjezdnych. Dla biegnących.
Widzi Pani to co z niej pozostało, szuka, pokazuje, chce zachować od zniszczenia przez bezmyśnych burzymurków.
Zwracam uwagę dokładnie na te same detale, na takie same drobiazgi, te same draństwa mnie poruszają.
Dlatego serdecznie życzę wszelkiego powodzenia i dziennikarskich sukcesów.
To mój ulubiony blog na stronach ŻW. Naprawdę wart jest uwagi
9 lutego 2010 10:28
Przepiekne sztukaterie, ogromny wstyd dla miasta, że tak piekne budynki niszczejąc w niczym nie przypominają dawnej świetności. Żenujący widok.
9 lutego 2010 18:20
Ekstra, że zachowała się jeszcze posadzka. Robiąc remont (pewnie za kolejne 100 lat) powinni ją pozostawić. Na początku XIX wieku była moda na układanie tego typu podłóg. A wszystko przez konie, które robiły pod siebie. Z drewnianej podłogi trudniej było sprzątnąć to i owo. I brzydki zapach w nią wsiąkał.
15 lutego 2010 19:25
@lupus 71
dziękuję za miłe słowa! Bardzo mnie ucieszyły i wzruszyły